F

niedziela, 9 sierpnia 2015

Być Emigrantem

Przeprowadzka do nowego miejsca nigdy nie jest łatwa. A przeprowadzka do nowego kraju, to czasami jak lądowanie na księżycu. Niby wiemy czego się spodziewać, ale i tak uderza nas wielka fala ogólnego nieogarnięcia i natłoku informacji, które trzeba przyswoić w trybie przyspieszonym. Emigracja to taka lekcja życia w 15 minut. Uczymy się wszystkiego od początku. Począwszy od kupienia szamponu, po wyrobienie numeru ubezpieczenia.
Pierwsze 6 miesięcy w nowym kraju i bez wsparcia lokalnych wyżeraczy, którzy wszystko już poznali i obudzeni w środku nocy potrafią wyrecytować procedurę zakładanie konta w banku, trzeba nauczyć się wszystkiego samemu. Małymi krokami wychyla się nos coraz bardziej i chce się coraz więcej. Przeraża praktycznie wszystko, a  pierwsze wyjście na zakupy jest niczym kilkugodzinne polowanie w puszczy. 
Do plusów pierwszych dni w nowym miejscu można zaliczyć przede wszystkim EKSCYTACJĘ. Pierwsze dwa tygodnie są niczym wakacje. Wszystko jest nowe, cudowne i chce się zobaczyć jak najwięcej. Pamiętam moje pierwsze dni w San Francisco, kiedy to wychodziłam na całodzienne spacery po mieście, wydawałam swoje oszczędności na lody i wyszukane w internecie popularne miejsca. Cieszyłam się jak małe dziecko, kiedy mogłam pobiegać po plaży nad ocean, bo miałam ją tuż pod nosem.
Do tego dochodzi jeszcze fascynacja mieszaniną kulturową na ulicach. Czarni, biali, Azjaci, hindusi. Kilkadziesiąt kultur i autobusy, w których komunikaty wypowiadane są w trzech językach.
BRUTALNA RZECZYWISTOŚĆ. Po około 2 tygodniach przychodzi lekkie otrzeźwienie i trzeba zmierzyć się z brutalną rzeczywistością. Nie jest się już na wakacjach i przychodzi czas, żeby pomyśleć jak się urządzić. Wszystkie sprawy z tym związane trzeba wykonać w bardzo krótkim czasie, co daje niezłą lekcję organizacji i zrozumienia systemu. 
BRAK ORIENTACJI W TERENIE. Przejechałam się na tym dosyć mocno, kiedy w pierwszych dniach wybierałam się na wycieczki po mieście i na podstawie mapy obliczałam dystans. Zdarzało mi się zawędrować aż do samego centrum i potem na pieszo wracać kilka godzin do domu, bo wydawało mi się, że zajmie mi to tylko 1 godzinę. Tak samo było z rowerem. Bez znajomości miasta i tzw. korytarzy dla rowerzystów lądowałam na największych wzniesieniach, na najruchliwszych drogach. Do domu wracałam cała mokra, z bólem głowy. Teraz już wiem, którędy dostać się do centrum, jak ominąć największe wzniesienia i gdzie mogę znaleźć ścieżki dla rowerzystów. 
BRAK ZNAJOMOŚCI PRODUKTÓW W SKLEPIE. Wiecie jak to jest, kiedy idziesz do zupełnie nowego sklepu, albo kiedy w Biedronce przestawiają niektóre rzeczy w inne miejsca. Człowiek nachodzi się wtedy, naszuka, zdenerwuję. Idąc tutaj na zakupy spędzałam w supermarkecie bardzo dużo czasu. Na próżno mogłam szukać produktów jakie znaleźć można w Polsce. Szukanie żółtego sera albo cukru kończyło się na przejściu przez każdy dział. Po drodze zatrzymywałam się przy nieznanych mi rzeczach (np. popcorn o smaku ogórków kiszonych) i czasami zdarzało mi się kupić coś, co teraz nigdy nie znalazło by się w moim koszyku. Po półtora roku tutaj mogę wejść do sklepu i kupić wszystko co potrzebuję w pięć minut. 
ZAŁOŻENIE KONTA W BANKU, KARTY W BIBLIOTECE, NUMERU UBEZPIECZENIA, ZNALEZIENIE MIESZKANIA. Wyrobienie kart, numerów itd. wymaga bardzo dużo cierpliwości i czytania wszelkich instrukcji i dokumentów bardzo skrupulatnie. Tego typu sprawy przysparzają najwięcej stresu, ponieważ często jest się postawionym wobec nowych, nieznanych zasad. Załatwianie administracyjnych rzeczy nigdy chyba nie jest miłym doświadczeniem.
TĘSKNOTA ZA DOMEM I CHĘĆ RZUCENIA WSZYSTKIEGO W DIABŁY. Masz już numer ubezpieczeniowy, konto w banku i kartę do biblioteki, znasz rozkład ulic i orientujesz się nawet jaki autobus gdzie cię dowiezie i wtedy przychodzi taki kryzys, że masz wszystkiego dosyć. Najchętniej spakowałabyś walizki i wróciła do znanej ci i swojskiej Polski. Nie musiałabyś każdej myśli tłumaczyć w głowie, zjadłabyś w końcu prawdziwy chleb, z prawdziwym masłem i popiła herbatą w szklance. Natłok zobowiązań i nowych informacji do przyswojenia w pewnej chwili bardzo mnie zdołował. Doszło do tego szukanie pracy i kurczące się oszczędności. Brak stabilizacji i uzmysłowienie sobie, że się jest tak daleko i nie można po prostu pojechać do mamy, było przerażające w pewnym momencie. 
SPOKÓJ. Ale potem przychodzi ten wspaniały czas, gdzie masz już wszystko poukładane, gdzie nie mieszają ci się drobne monety, że wiesz ile to penny, a ile quarter. Kiedy masz swoje ulubione miejsca, wiesz, o której pieką chleb w piekarni.. Wiesz jak ominąć korki, zamiast 1 piszesz I, a zapisując datę podajesz miesiąc/dzień/rok. Masz karty członkowskie w kilku sklepach, a jak turyści pytają ci się o drogę to z łatwością tłumaczysz im jak dojechać. Dochodzi tez do tego, że byłaś w miejscach, w których lokalni mieszkańcy nigdy nie byli i wiesz, że świeżych drożdży w Hameryce nie ma. 









4 komentarze:

  1. Emigracja na początku to taka szkoła przetrwania z wieloma zagrożeniami czychającymi na każdym rogu. Pojawiają się różni ludzie, jedni życzliwi, a inni mniej. Trzeba szybko nauczyć się jak radzić sobie w nowym świecie i czego się chce od nowego otoczenia. Emigracja to także pasmo możliwości do wykorzystania. Częściej niż w Polsce wychodzi się poza swoją strefę komfortu, co umożliwia osiąganie WIELU wymarzonych rzeczy, jak np. dobra praca, realizacja marzeń, kupno domu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, emigracja to szkoła prztrwania.

    OdpowiedzUsuń
  3. A gdybyś miała wybrać pomiędzy Anglią, a USA w którym kraju żyje/ło się ciekawiej, a w którym łatwiej? To który byś wybrała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anglia nie podbiła mojego serca. Nie podobaloby mi się mieszkanie tam na dłużej. USA to zupełnie inna rzeczywistość. Jest tutaj łatwiej i ma się więcej możliwości. Wygodnie jest tutaj. Choć mje serce jest w Polsce, to w USA łatwiej jest mi robić to co chcę. Co do Anglii, ja po prostu nie poczułam tego, znam osoby, które świetnie się tam odnalazły, mi po prostu nie spodobało się na tyle żebym chciała kiedyś wrócić. Jeśli miałabym wrócić to do Polski.

      Usuń

Copyright © 2015 Before Sunset
| Distributed By Gooyaabi Templates