piątek, 3 kwietnia 2015

Na Rowerze Po San Francisco

Ostatnie trzy dni spędziłam z dziećmi na rowerach. Mogłabym powiedzieć, że rower to moja miłości i choć nie mogę usiąść na tyłku i czuję się wyczerpana po tych trzech dniach, (bo nie tylko jeździć mogłam, ale musiałam całą swoja uwagę skupić na gromadką małych rowerzystów przede mną), to wiem, że najdalej pojutrze znowu wsiądę na mojego białego peugeota.

Wstawałam jeszcze przed wschodem słońca, spod ciepłej kołdry trudno było wychylić czubek nosa. Ekspres do kawy miałam już przygotowany, śniadanie zaplanowane. Jak zwykle ostatnio robię sobie gofry (takie już zamrożone podgrzewam) i układam na nich porcję owoców, do tego ciepła kawa i potem przygotowanie lunchu i przekąski na wycieczkę. Czuję się jak z powrotem w szkole, szkoda tylko, że nie mam chlebaka:)

Zjeżdżam z mojej górki w dół prosto do Golden Gate Park. Pokonuję ulice od R do L z prędkością światła, to wtedy moja skóra się zjeża, a twarz drętwieje pod wpływem lodowatego powietrza. Zaciskam zęby, w myślach mówię sobie "O kurcze pieczone, ale zimno", a na pocieszenie przypominam sobie o mojej przekąsce w plecaku.
Lubię patrzeć jak sklepikarze otwierają swoje małe budki, jak w chińskich restauracjach wywieszają pieczone kurczaki w witrynach. Lubię patrzeć jak dostawcy wyładowują skrzynki owoców, wielkie kawałki mięsa, a czasami nawet pół świni dla rzeźnika. Lubię szum porannych czyszczarek na ulicach i widok dymiącej kawy z kubków przechodniów. Mijam oszronione kwiaty, listki i trawy, tak pięknie iskrzące się w słońcu. Myślę sobie wtedy, że kiedyś wstanę tak wcześnie, tylko po to, żeby zrobić temu wszystkiemu zdjęcia, ale i tak wiem, że taka chwila nigdy nie nastąpi.

Byliśmy w Golden Gate Park, Park Presidio, na plaży, jeździliśmy po ulicach, leśnych dróżkach, po starych pniach drzew. Raz nawet fiknęłam koziołka przez kierownicę i zraniłam się bardzo boleśnie w nogę. Tak to bywa, gdy szosowym rowerem zjeżdża się w dół na piasku:) 






Przejechaliśmy przez Golden Gate Bridge na drugą stronę. Masa ludzi! Cały ogrom, i choć widoki bajeczne, to na zdjęciach nie widać nigdy, jak zimno tak naprawdę tam jest i jak wietrznie. Już wiem, dlaczego nie ma mnie tam aż tak często!


Przerwa na jednym z najładniejszych placów zabaw jakich tutaj byłam.

Bo z widokiem na most! Wiem, jestem monotematyczna.

I jeszcze jedno

I to tyle. Dobranoc!

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...