F

niedziela, 29 listopada 2015

Północna Kalifornia

I kolejne Święto Dziękczynienia za mną. Tym razem tak się objadłam, że aż dostałam bólu brzucha. Zdjęcia też miałam, ale J. przez przypadek wykasował je z karty i mam tylko niewiele zachowanych, a z indykowej wyżerki nie mam żadnych zdjęć.

niedziela, 1 listopada 2015

Nie Takie Dobre to Halloween

Wycięte dynie panoszą się na każdych schodach mijanych domów. Czarowncie z plastiku, duchy z prześcieradła zwisają z okien i dachów. Wszyscy przebrani, z workami szeleszczącymi od cukierków i lizaków chodzą po ulicach i pytają żart, czy coś słodkiego. Następnego dnia dzieci zajadają się uzbieranymi słodyczami, a dorośli leczą kaca. Halloween to wielki biznes i czas rozpusty i zabawy.

piątek, 23 października 2015

Powrót

Dawno mnie tutaj nie było. I chociaż San Francisco wciąż zachwyca swym pięknem i niezwykłymi o tej porze zachodami słońca, ja nie mam czasu, żeby robić zdjęcia i zwiedzać. Postanowiłam, że będę jednak pisać na blogu regularnie i znajdę jeden wieczór w tygodniu.

niedziela, 27 września 2015

Schodami Po San Francisco - Bernal Hights

Dawno już nie pisałam, chociaż zdjęcia zalegają na karcie. Praca i szkoła zabierają cały mój wolny czas. Zawsze mam coś do zrobienia i blog poszedł w odstawkę na jakiś czas. Zmobilizowałam się jednak i znalazłam chwilkę, żeby napisać o przepięknej dzielnicy w San Francisco. Bernal Hights położone jest dookoła wzgórza o tej samej nazwie. Kończy się już tam meksykańska dzielnica i zaczynają wić ulice z domkami w kolorze landrynkowym. Widoki z każdej ulicy są przepiękne i można tak się włóczyć tam w nieskończoność. Zastanawiałam się jakby to było tam mieszkać i zjeżdżać z kolorowych wzgórz na skuterze. Marzenia.

Zapraszam na kolejny spacer "Schodami po San Francisco"

sobota, 29 sierpnia 2015

Schodami Po San Francisco

San Francisco to nie tylko miasto wzgórz, ale i schodów. Poukrywane, wąskie i szerokie są tajemniczymi przejściami. Odkopałam kurzącą się już moją książkę "Schodami po San Francisco", wybrałam jeden ze spacerów. Padło na dzielnicę, którą zamieszkują jedni z najbogatszych ludzi w mieście.Widoki są głównie na zatokę, widać więc bardzo dobrze Crissy Fields i Palace of Fine Arts. Słońce było jeszcze dosyć wysoko na niebie więc zdjęcia są czasami zbyt jasne. Cały czas próbuję bawić się manualnymi ustawieniami i nie zawsze mi to wychodzi.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Być Emigrantem

Przeprowadzka do nowego miejsca nigdy nie jest łatwa. A przeprowadzka do nowego kraju, to czasami jak lądowanie na księżycu. Niby wiemy czego się spodziewać, ale i tak uderza nas wielka fala ogólnego nieogarnięcia i natłoku informacji, które trzeba przyswoić w trybie przyspieszonym. Emigracja to taka lekcja życia w 15 minut. Uczymy się wszystkiego od początku. Począwszy od kupienia szamponu, po wyrobienie numeru ubezpieczenia.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Choroba w USA

Chorować w obcym kraju nie jest łatwo, a w Stanach w dodatku koszmarnie drogo. Ostatnie dni spędzam właśnie w łóżku, na kanapie, faszerując się antybiotykami. Poprawy jak narazie nie ma, a co gorsza dopadło mnie jeszcze zapalenie zatok. 
Dzięki mojej łatwości w przyswajaniu wszelakich bakterii miałam okazję zobaczyć, jak wygląda leczenie w USA. I na samym początku mogę tylko powiedzieć, że świetnie! Poszłam do prywatnej kliniki, gdzie zapisać mogłam się rano, a na wieczór miałam wizytę. Po wejściu do budynku, zobaczyłam już na wyświetlaczu moje imię i nazwisko i godzinę wizyty. Najpierw jednak musiałam podpisać serię dokumentów, m.in. potwierdzenie zapłaty już na początku 100 dolarów, zanim nawet weszłam do gabinetu. Kolejne dokumenty były to oświadczanie, że zobowiązuje się zapłacić resztę (jakakolwiek będzie), po wyjściu z gabinetu. Była też adnotacja, żeby zapytać się przed wejściem ile wizyta może kosztować, żeby potem nie skarżyć nikogo o niedoinformowanie jeśli koszt wyniósłby powiedzmy 1000 dolarów. Zrozumiałam z tego tyle, że jeśli ktoś się nie zapyta, to może taki rachunek dostać. Mi powiedziano, że koszt to około 300 dolarów. Wyjścia nie miałam.

poniedziałek, 13 lipca 2015

4 Lipca

Dzień 4 lipca, tak hucznie obchodzony w Stanach spędziłam w małej miejscowości Willits na północ od San Francisco. To stamtąd pochodzi J. i jego rodzina i to z nimi wybraliśmy się na obchody święta - chyba najważniejszego w całym roku dla Amerykanów, którzy swoją narodowość podkreślają nie tylko w ten dzień. Normalnym widokiem w ciągu innych dni są ludzie ubrani w koszulki z flagą, albo czapki w kolorach narodowych. Najczęściej jednak w małych miasteczkach, gdzie jeździ się wszędzie samochodem, a dom bez flagi przed domem jest jakby nie-domem.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Dom

Czym jest dom. Czy to miejsce gdzie się urodziliśmy, a może takie, w którym najdłużej mieszkaliśmy? Czy to tam, gdzie teraz mieszkamy, gdzie są nasze ubrania, kubki i domowe kapcie. Czy domem jest to miejsce, gdzie czeka na nas ktoś ukochany?

piątek, 19 czerwca 2015

Bo Życie Na Wsi Nie Jest Nudne

W parne popołudnie wybrałyśmy się z mamą na rowerach dookoła pobliskich wiosek. Jechałyśmy przez senne wioski, gdzie można jedynie usłyszeć pianie koguta, albo nagłe wzburzenie pod sklepem spożywczym, gdy panowie tam pijący pogubili się w obliczeniach kto stawiał. Mijłysmy kapliczki z Matką Boską otoczoną u stóp kwiatami i wygasłymi już zniczami, odpalanymi na nowo w majowe albo różaniec od jakiegoś święta, jeśli jeszcze jest kto we wsi żyjący, co pamięta jak co i kiedy powiedzieć. Ave Maryja w mojej głowie zagrało, jak wtedy kiedy w dzieciństwie jeździłam po południami pod krzyż z różańcem zapakowanym w białe komunijne pudełeczko. Do dzisiaj pamiętam jedną z moich ulubionych pieśni "Byłaś cicha i piękna jak wiosna...". I taka właśnie jest w tych kapliczkach przydrożnych, gdzie ktoś zawsze pamięta, żeby były świeże kwiaty. 

wtorek, 16 czerwca 2015

Rowerowy Czerwiec cz. II

Ciąg dalszy wycieczek rowerowych po najbliższej okolicy. Korzystam ile się da z płaskich dróg. Za dwa tygodnie wracam do San Francisco i tam od nowa będę musiała się uczyć jazdy pod górkę, a moje mięśnie przeżyją szok. 

Cieszę się także pogodą w Polsce, bo choć mieszkam w Kalifornii, to w SF wcale ciepło nie jest. Dlatego wszyscy się dziwią, kiedy mówię, że najbardziej podoba mi się pogoda tutaj. Nie tęsknię za wszechogarniającą mgłą i zimnym wiatrem znad oceanu i wreszcie mogę wyjść z domu bez kurki. 

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rowerem w Poznaniu

Kiedy mieszkałam w Poznaniu, to objeżdżałam na rowerze wszystkie możliwe miejsca. Moją stałą i ulubioną trasą była ścieżka wokół jeziora Rusałka, a nawet dalej nad inne jeziora. Do centrum nie wybierałam się chętnie, ponieważ nie ma tam ścieżek rowerowych. Jazda po chodniku nigdy nie należała do moich ulubionych, a teraz przyzwyczajona z San Francisco, że po chodniku się nie jeździ, muszę manewrować pomiędzy samochodami. Bardzo denerwują mnie też wszystkie krawężniki, które zamiast obniżać się na skrzyżowaniach albo przejściach, bardzo często są na tyle wysokie, że nie sposób przejechać.

środa, 10 czerwca 2015

Rowerowy Czerwiec

Polski czerwiec idealnie nadaje się na wycieczki rowerowe. Jest słonecznie, nie za gorąco i wieje słaby wietrzyk. W mojej okolicy jest bardzo dużo leśnych ścieżek, dróg, których na mapach można nie znaleźć. W lasach poukrywane są ciekawe zabytki, a dla mnie jest po prostu przyjemne przejechanie się po tych wszystkich wioskach, które pamiętam z dzieciństwa. Kiedyś nie doceniałam ich piękna, a teraz oczami "turysty" wyłapuję to czego nigdzie indziej znaleźć nie mogę.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Boże Ciało

Boże Ciało. Przez wieś całą przeszliśmy, ze sztandarami, zatrzymując się przed ołtarzami. W każde okno spojrzałam, a tam Jan Paweł II uśmiechał się do nas, obok niego Matka Boska, albo Pan Jezus przyklejeni do szyby. W płotach flagi powiewały, te w kolorach narodowych i kościelnych, a pod nogami płatki kwiatów rozsypane zaczęły tworzyć miękki dywan wzdłuż drogi. Matki śpieszyły z workami, żeby córkom dosypywać płatków, a w powietrzu unosił się zapach niedzielnego obiadu.

wtorek, 2 czerwca 2015

Jestem w Polsce

Jestem w Polsce. Po 24 godzinach lotu i przesiadywania się na lotniskach jestem na polskich ziemiach. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy to zieleń. Jest tak intensywna, soczysta i jest wszędzie. Nie mogłam się napatrzeć przez okna samolotu na pola układające się w kolorowa mozaikę. Tak jakby ktoś specjalnie wymieszał płytki ceramiczne i ułożył sobie podłogę na Polsce.

Będąc w Stanch wiele razy wyobrażałam sobie, jak to będzie w Polsce. Teraz kiedy tutaj jestem, mam wrażenie, że w San Francisco nigdy nie mieszkałam i obudziłam się po prostu ze snu. Dziwne jest to strasznie.


poniedziałek, 25 maja 2015

Dlaczego Warto Odkrywać Nowe Miejsca

Odkrywanie miejsc wokół najbliższej okolicy jest tym, co pozwala nie tylko zaoszczędzic, ale może też się okazać wcale nie gorsze od wakacji w tropikach. Mieszkam już w San Francisco na tyle długo, że trochę mi spowszedniało. Czuję, że czas odkrywać nowe, takie, które nie ściągają tłumu turystów i natyka się na nie czasami przypadkowo. 
Postanowiliśmy wybrać się do miejsca, gdzie kręcono "Ptaki" Hitchcock'a. Wcale nie było turystycznie, a raczej tajemniczo i nostalgicznie. Bodega, bo tak nazywa się miejscowość, znajduje się na trasie Highway 1, która biegnie wzdłuż wybrzeża Kalifornii. 

sobota, 23 maja 2015

Czego Tutaj Nie Mam

Ameryka, świat z telewizorów. Jest tutaj dokładnie tak jak mi się wydawało przed przyjazdem. Domki na przedmieściach, z pięknym trawnikiem i skrzynką na listy. Listonosz rozrzucający pod domami gazety zawinięte w rulon. Nastolatki przesiadujące na schodach pięknych, wysokich domów. Chłopaki zasuwający na deskorolkach i cała masa samochodów na ulicach. 

czwartek, 21 maja 2015

Najlepsze Buty Na Świecie

Zdj. Wydawnictwo Czarne

NAJLEPSZE BUTY  NA ŚWIECIE
"Najlepsze buty na świecie" autorstwa Michała Olszewskiego. Jest to zbiór reportaży o małych polskich miejscowościach. Ukryte prawdy, małe kłamstwa, prawa rządzące polityką zapomnianych wsi, których świetność upadła wraz z komunizmem. Historie ludzkie, które nakłaniają do refleksji nad pozorami zwyczajności i zadaniem sobie pytań: Dlaczego pewne osoby wolą nabrać wody w usta, byleby krępująca prawda nie wyszła na jaw? Czy w dzisiejszych czasach nadal spotykamy się z traktowaniem człowieka i jego praw jak czegoś poza normą i niedozwolonego, a nawet zabronionego? Dlaczego w ludziach wciąż tkwi to przedwojenne przekonanie, że ksiądz jest jak Bóg, a sołtys na wsi to jego prawa ręka? 

Zły Nawyk Picia Wody

No to dzień 4 zadania od Sen Mai, tym razem o złych nawykach. Kiedy myślę o moich, to przychodzą mi tylko te dobre do głowy, które mam wrażenie, że za bardzo kontrolują moje życie. 

ZA BARDZO LUBIĘ PORZĄDEK
Jednym z nich jest między innymi porządek w mieszkaniu. Nie usiądę, nie zrobię kawy, nie odpalę komputera, jeśli widzę jakiś bałagan, albo wiem, że w drugim pokoju jest coś nie tak. Strasznie jest to denerwujące, ponieważ zamiast po pracy spokojnie usiąść i odsapnąć po jeździe na rowerze, ja układam na miejsce wszystkie rzeczy, zmywam brudne kubki, albo odkurzam jeśli nie odpowiadam mi stan dywanu;).

wtorek, 19 maja 2015

Co Uszczęśliwia

W ramach tematu Szczęścia z inicjatywy Sen Mai, zastanowiłam się co tak naprawdę mnie uszczęśliwia tak na co dzień. 

Czy do szczęścia wszystkim potrzeba tego samego? I czy bylibyśmy szczęśliwi z tego samego powodu za rok?

poniedziałek, 18 maja 2015

Tego Chciałabym Się Nauczyć

Mój angielski jest naprawdę dobry. Rozumiem wszystko co się do mnie mówi, bez przeszkód potrafię rozmawiać, nie czuję też znanej z początku blokady. O niektórych rzeczach myślę po angielsku i nie tłumaczę już każdego zdania w głowie, tylko po prostu je wypowiadam. 

Chciałabym się jednak nauczyć pisać płynnie po angielsku. Mam wciąż problem z pisaniem; takim ładnym, składnym, bez błędów. Pisanie krótkich wiadomości to nie problem, schody zaczynają się dla mnie przy napisaniu eseju. 

Cały proces nauki języka zajął mi 4 lata. Pamiętam, kiedy pierwszy raz pojechałam za granicę (Nowy Jork) i nie potrafiłam zamówić sałatki w restauracji, albo zapytać się o cenę portfela w sklepie. Czułam wtedy po prostu wstyd. 2 lata angielskiego w liceum, 3 lata na studiach i nie potrafię się wysłowić? Po powrocie wzięłam się za swój angielski. Drukowałam  codziennie strony z 60 nowymi słówkami, słuchałam podcastów na mp3 wszędzie gdzie tylko mogłam. Dojeżdżała akurat pociągiem na studia, więc miałam sporo czasu na dzienne słuchanie. 

Idealny Przepis Na Wczesne Wstawanie

Bieganie w niedzielę rano w Golden Gate Park, kiedy jeszcze mgła wisi nad głową.

Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć robić coś nowego.

Kto z nas nie lubi pospać dłużej? Zwłaszcza zimą, kiedy na dworze jest jeszcze ciemno o 8 rano.

Ja wstaję zazwyczaj razem ze słońcem, w San Francisco o 6 rano.

Ale tak naprawdę uwielbiam wstawać wcześniej i mieć czas na zrobienie wszystkiego, co zawsze chcę zrobić, ale nigdy nie mam czasu.


niedziela, 10 maja 2015

Spacer po Russian Hill

Dzisiaj pokażę wam kawałek dzielnicy Russian Hill. I choć dzielnica jest mało rosyjska, to na pewno należy do tych ze stromymi wzgórzami. Celem była tak naprawdę piekarnia, ale okazała się być zamknięta (zamykają po sprzedaży wszystkiego), więc wybraliśmy się na krótki spacer po ulicach Larkin i Polk, aż dotarliśmy do zatoki.

środa, 6 maja 2015

Dwa Oblicza San Francisco

Miasto nad zatoką ma dwa oblicza. Żeby je poznać musisz wstać wcześnie rano, albo poruszać się z szybkością światła. Ja wypróbowałam oba sposoby.

Było parno i gorąco, co w San Francisco jest rzadkością. Nagrzany ocean w końcu wypuścił całe to nagromadzone ciepło i miasto pogrążyło się we mgle. Byłam akurat na schodach, które mijałam każdego dnia w drodze do pracy. Z dołu wyglądały imponująco, jak droga do jakieś dzielnicy małych pałacyków. Postanowiłam sprawdzić, jaki widok rozciąga się z samej góry. Byłam jeszcze u dołu schodów i słońce grzało mnie w głowę, a kiedy po 2 minutach doszłam na samą górę nim się obejrzałam, poczułam przejmujący chłód. Mgła przesuwała się nade mną z taką prędkością, że nim ustawiłam aparat, nie było już nic do zobaczenia. Wskoczyłam na rower i pedałowałam ile sił w nogach, żeby ją wyprzedzić. Na szczęście zatrzymała się na wzgórzach Twin Peaks, a ja mogłam cieszyć się słońcem i najlepszymi lodami w mieście już po drugiej stronie wzgórz.

piątek, 1 maja 2015

Spacer po San Francisco

Piękna pogoda zawitała do San Francisco, tzn. nie ma tego zimnego wiatru od oceanu, który potrafi nieźle mnie przewiać na rowerze. Sąsiedzi wyciągnęli swoją wielką papugę arę, wiec to znak, że to będzie piękny dzień. Aż nie chce się siedzieć w domu za długo! Na szczęście chodzę do pracy na po południe więc od rana wypełniam czas wolontariatem w ogrodzie botanicznym, a potem odkrywaniem nowych miejsc w San Francisco na rowerze.

Od dawna chodziły za mną lody z sąsiedniej lodziarni (tej z dwóch postów przedtem). Najbardziej chciałam spróbować solonego karmelu, cena może początkowo mnie odstraszała, ale raz się żyje! W końcu w środę, po wolontariacie w ogrodzie miałam 2 godziny czasu przed pracą, więc pojechałam w okolice parku Dolores. Tak jak myślałam o tej porze nie było kolejki (w porównaniu z niedzielą)i ostatecznie kupiłam lody o smaku miodowo-lawendowym. Pycha! Zabiorę tam każdego, kto planuje mnie odwiedzić w SF. Zdjęcia nie zrobiłam, bo lody jak lody:), a poza tym, w jednej ręce trzymałam kask, w drugiej loda, więc nie było jak, a też zanim doszłam do parku lodów już nie było.

Usiadłam na trawie i spojrzałam na piękną panoramę miasta. Byłam tutaj kiedyś w nocy i widok jest jeszcze lepszy.

środa, 29 kwietnia 2015

Trochę Wspomnień

Po zakupach spożywczych z mamą, podjeżdżałyśmy pod wielki budynek z niewielką biblioteką w środku. Mama zostawała w samochodzie, a ja szłam na moje nowe poszukiwania. Z początku na pierwsze piętro do działu dla dzieci. Po czasie Pani bibliotekarka znała już mój numer karty na pamieć, to były jeszcze te czasy, co na karcie zapisywało się datę i wkładało zakładkę z książki. To dzięki temu miejscu odkryłam "Przygody Pana Samochodzika", "Ronję Córkę Zbójnika" i książki Małgorzaty Musierowicz. Po latach na pierwszym piętrze, założyłam kartę na drugim, w dziale dla dorosłych. Tam kolei zakochałam się w książkach Agathy Christie, przeczytałam wszystkie jej kryminalne powieści, niektóre nawet kilka razy, jeśli byłam pewna, że nie pamiętam kto był mordercą:) Przed wyborem książki zawsze czytałam pierwszą stronę, jeśli mi się nie podobała, to odkładałam z powrotem. Czasami wybierałam pozycje wybrane przez Panią Bibliotekarkę, ale jednak najczęściej wyszukiwałam nowe książki w dziale "przygodowe". Może już wtedy przygoda była mi pisana...

Na zdjęciu biblioteka niedaleko mojego domu. Lubię tam chodzić pod wieczór, kiedy prawie nikogo już nie ma,a przez okna wpadają ostatnie promienie słońca.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Niedzielne Spacery

Słoneczna niedziela jest tym co najlepsze może przydarzyć się w SF, jeśli dodatkowo jest bez wiatru to nie ma mowy o tym, żebym siedziała w domu. Od rana miałam umówione lekcje jazdy na rowerze. Jak tylko się z tym uporałam to pojechałam przez park Golden Gate do rosyjskiej piekarni. Tam pieką najlepszy chleb w San Francisco - Dark Russian Ray, kupuję jeden bochenek i zawsze zamawiam barszcz. Podawany jest z tym chlebem, masłem i łyżką śmietany - niebo w gębie! Usiedliśmy przy jednym ze stolików na dworze, wokół tworzyła się kolejka, bo to akurat pora obiadowa była. Piękna dzielnica Richmond lśniła w promieniach słonecznych. Po nabraniu nowych sił, ruszyliśmy do domu, przed nami była jedna wspinaczka, ale moje nogi już przyzwyczajone są, dlatego idzie mi coraz lepiej. W domu mały odpoczynek, kilka stron książki i pojechaliśmy, już samochodem, do Mission - meksykańskiej dzielnicy.

sobota, 25 kwietnia 2015

Spaghetti z Pesto z Quinoą

Jakie lubicie szparagi? Bo ja zasmażane z bułka tartą i masłem, do tego ziemniaki uduszone z śmietaną i jakieś mięcho. Białych szparagów, które jadłam w Polsce tutaj nigdzie nie widziałam. Mamy za to zielone, które mam wrażenie, że są niewiele mniejsze i po ugotowaniu nie mają takiej włóknistej tekstury. Ostatnio kupuje je prawie codziennie, cały pęczek dostaję za 2.99 dolarów i wrzucam je wszystkie do parownika. Czasami lubię je tylko z solą i posypane parmezanem, ale od czasu do czasu polewam sosem, który już gotowy kupuję.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Olejek z Oregano i Nowa Gra Planszowa

Przedobrzyłam z aktywnością i potrzebny mi jest odpoczynek. Nawet dobrze się składa, bo pogoda pochmurna i zimno jest. San Francisco to nie południowa Kalifornia, gdzie słońce grzeje przez cały rok i można by nie schodzić z plaży. Tutaj, mgła rządzi miastem, a słońce z trudem przedziera się przez nią dając jedynie kilka przebłysków. Nic więc dziwnego, że od jazdy rowerem, pracy z dziećmi, które kaszlą prosto w moją twarz, znowu zachorowałam na zapalenie zatok i gardła. Na szczęście moja znajoma, którą nazywam po cichu dobrym aniołem zamówiła dla mnie olejem z oregano.....Taki czysty oleje w kropelkach, którego dwie krople aplikuję pod język, czekam aż napłynie mi trochę śliny i robię gul gul gul w gardle, wszystko połykam. Piecze jak cholera, ale zabija wszystkie bakterie tam nagromadzone i czuję się już o wiele lepiej. Co najważniejsze, jest to metoda zupełnie naturalna i nie ma żadnych skutków ubocznych. Jest on dosyć drogi, ale wolę kupić to niż kolejne tabletki.

Źródło zdjecia: www.netmed.pl

czwartek, 16 kwietnia 2015

Dynia Piżmowa i Smażony Banan

Kiedy mieszkałam w Polsce, nie zauważyłam, aby dynia piżmmowa była w sklepach. Zwykle dynie mieliśmy z naszego ogródka i mama robiła z nich kompot. Butter squash, bo tak po angielsku nazywa się ta dynia, jest bardzo popularna w Kalifornii. Można ją kupić w każdym sklepie z warzywami, a przygotowanie jest proste, więc wykorzystuję ją czasami w potrawach. Moim ulubionym daniem z dynią piżmową jest gotowe już ravioli z Trader Joe's, to taki mój szybki obiad, bo wystarczy ugotować je w gorącej wodzie jak pierogi.

W smaku, dynia piżmowa jest słodka i ze względu na ładne wgłębienie po usunięciu pestek, sporo przepisów na nią jest z nadzieniem. Ja przygotowałam moją dynię z makaronem, bo to właśnie takie połączenie wydaje mi się najlepsze.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Przegląd Tygodnia

Weekend spędziłam bardzo aktywnie. Jeździłam rowerem wzdłuż oceanu, po parkach i mojej ulubionej dzielnicy SF - Richmond. Pedałuję ostro pod górkę i pozwalam sobie na odpoczynek przy zjazdach z górki. Puszczam wtedy kierownicę, otwieram ramiona i lecę jak ptak:)

piątek, 3 kwietnia 2015

Na Rowerze Po San Francisco

Ostatnie trzy dni spędziłam z dziećmi na rowerach. Mogłabym powiedzieć, że rower to moja miłości i choć nie mogę usiąść na tyłku i czuję się wyczerpana po tych trzech dniach, (bo nie tylko jeździć mogłam, ale musiałam całą swoja uwagę skupić na gromadką małych rowerzystów przede mną), to wiem, że najdalej pojutrze znowu wsiądę na mojego białego peugeota.

środa, 1 kwietnia 2015

Cele Życiowe

Jest takie miejsce po drugiej stronie Golden Gate Bridge, gdzie turyści już nie schodzą, choć to bardzo dziwne, bo widoki są bajeczne. W dodatku na drzewie, tuż nad wodą powieszone są huśtawki. Magiczne miejsce, czarna plaża, z tyłu las, z przodu ocean, ogrodzona skałami po bokach. I jak tu się nie pohuśtać z takim widokiem?

niedziela, 29 marca 2015

Moje Niespełnione Marzenia

Nie ma nic gorszego niż niespełnione marzenia. Czasami poprzeczka może być za wysoko i nic, nawet największe starania nie pomogą jej przeskoczyć. Co czuć wtedy? Bezsilność, złość, niesprawiedliwość, zazdrość. Ja nauczyłam się też jednej ważnej rzeczy, że "marzenia w końcu się spełniają, ale nie tak i nie wtedy kiedy tego pragniemy".

sobota, 28 marca 2015

Łatwe Życie w Ameryce

Życie w wielkim mieście potrafi być uciążliwe, zwłaszcza dla takiego osobnika jak ja, który większość czasu spędził na wsi w otoczeniu pól, łąk i lasów. A na słowa "jedziemy po zakupy" zmieniało się ubrania, na te bardziej wyjściowe, żeby w mieście jakoś wyglądać.

Jadąc do pracy na rowerze, w końcu zatrzymałam się, żeby zrobić zdjęcie tym pięknym budynkom, w bardzo mglisty poranek.

poniedziałek, 23 marca 2015

Zwykła Niedziela

W tym roku ominęła mnie zima, ale nie choroba. Na szczęście wracam już do sił i nic nie zapowiada powrotu bolących zatok i zatkanego nosa. Byc może mój organizm dostał szoku, bo spodziewał się temperatur poniżej 0, a dostał tylko około +15. A może tylko dostosowuję się do dzieci w szkole, które chore są na okrągło i nie dbają za bardzo o nie psikanie prosto w moją twarz.

W ramach mojego klubu naukowego, który prowadzę w szkole podstawowej dla drugo i trzecio klasistów wybrałam sie do ogrodu botanicznego (w którym i tak jestem przynajmniej raz w tygodniu). Dzieci przygotowywały na zajęciach maści z dodatkiem kwiatów i olejku z eukaliptusa. Dzień wcześniej nazbierałam płatków w ogrodzie. Wzięłam tylko takie, które już opadły na ziemię i udało mi się znaleźć płatki magnolii, rododendronu i zerwałam kilka stokrotek.

W drodze z pracy na metro. Na przeciwko znak kina Castro, gdybym poszła dalej w dół, to mijałabym mnóstwo kawiarni, restauracji i sklepów rowerowych.

niedziela, 15 marca 2015

Wycieczka w Okolice San Francisco

Od kiedy nie muszę uczyć się na moje egzaminy, spędzam więcej czasu na dworze. W niedziele lubię wybrać się na krótką wycieczkę w mieście albo poza, bo tyle jest tu do zobaczenie jeszcze! Chociaż mieszkam już w San Francisco rok, to mam wrażenie, że nie zobaczyłam nawet połowy tego co można. Muszę się też wybrać w końcu na wsypę Alkatraz, żeby zobaczyć słynne więzienie.

Dzisiaj wybraliśmy się do Miur Woods, które znajduje się na północ od miasta. Już od jakiegoś czasu chciałam tam pojechać, bo podobały mi się opisy tego miejsca. To taki najbliższy od miasta las z sekwojami, czyli drzewami, które mogą osiągnąć około 121 metrów wysokości i mają charakterystyczne czerwone drewno. Z racji, że jest to NAJBLIŻSZY las od miasta i była to niedziela, masa ludzi zdecydowała się tam wybrać. W weekendy staram się unikać dzieci (z uwagi na stały kontakt z nimi podczas dnia), ale w lesie było czasami więcej dzieci niż drzew. Dodatkowo całe autokary turystów i dokładnie wyznaczone ścieżki, gdzie nie można się nawet zgubić. Za wstęp zapłaciliśmy po 7 dolarów od osoby i stwierdziliśmy, że chociaż wsparliśmy ochronę tych drzew, bo sam las w ogóle nam się nie spodobał. Pod koniec naszej trasy, myślałam już tylko o tym , że by uciec od tych wszechobecnych ludzi jak najszybciej.

O wiele lepsze trasy i w dodatku puste, dzikie i darmowe można znaleźć wokół domu J., gdzie mieszka jego mama. Czego J. nie zapomniał mi wypomnieć, gdy wracaliśmy do domu.

Po drodze wstąpiliśmy do piekarni rosyjskiej, gdzie pieką najlepszy chleb w Kalifornii. Taki chleb jadłam tylko w Polsce. W piekarni spotkałam moją znajomą Ulę, która mieszka już tutaj od 10 lat, a jej dzieci chodzą do tej samej szkoły, gdzie ja pracuję. Był tam tez jej tata, który przyjechał w odwiedzinach. Miałam więc szczęście porozmawiać chwilkę po polsku:)

Wstawiam zdjęcia i zmykam zrobić sobie sznytkę z miodem:)


wtorek, 10 marca 2015

Spacer Po Ulicach San Francisco

Do centrum San Francisco nie jeżdżę bardzo często, chociaż jest to jedna z najpopularniejszych części miasta. Powód jest jest jeden - jest zbyt daleko i zazwyczaj mam ochotę wybrać się gdzieś niedaleko domu, gdzie jest spokojniej i widać ocean z każdego miejsca.

Centrum jest oddzielone od mojej części wzgórzami, dlatego pogoda po drugiej stronie jest zawsze piękna, a mgła nie dociera tak często. Teraz kiedy to piszę, za moim oknem widzę zamglony ogródek, temperatura nie jest zbyt przyjemna, ale gdybym pojechała kawałek na zachód, żałowałabym, że nie mam na sobie krótkich spodenek.


sobota, 7 marca 2015

Piękny Zachód Nad Zatoką

Pierwszy raz w tym roku założyłam krótkie spodenki - na początku marca! Piękną pogodę mamy w San Francisco, chociaż noce bywają chłodne. Cieszę się tym bardziej, ponieważ w każdą środę oprowadzam grupę 20 dzieci po ogrodzie botanicznym. To mój już drugie wolontariat tam i baaardzo to lubię, bo nie ma nic przyjemniejszego na rozpoczęcie dnia. Tym razem jednak opowiadam o sekwojach, czyli jednych z najpotężniejszych drzew, których kolor drewna jest czerwony i występują tylko w Kalifornii.


sobota, 21 lutego 2015

Chiński Nowy Rok

Obok mojego domu wiatr wiał od zachodu, przynosił zapach pieczonych ziemniaków i palonych suchych liści. Jeden wdech wystarczył na jedno wspomnienie.

W Chińskiej dzielnicy pachniało słodkimi kadzidełkami i chrupiącą skórką smażoną w głębokim oleju. Upał tylko wzmagał zapachy, a każde spojrzenie zabierało na ułamek sekundy na chińską ulicę, a potem szybko przypominało, że jest się w środku wielkiej metropolii, gdzie granica między tym co chińskie, a co nie, została dawno i jasno określona.

Starsi Chińczycy wydają się jakby nie do końca rozumieć, gdzie dokładnie mieszkają i że ich obecność na ulicach grających w gry jest atrakcją turystyczną. Może w ogóle się tym nie przejmują, tak samo jak nigdy nie przejmowali się nauką angielskiego i rozumieniem kultury zachodu. Młodsi, pewnie ich synowie, to zaradni sprzedawcy. Wyłapują spojrzenia wśród tłumu i hops już zagadują by sprzedać szklane kuli, albo żeliwnego smoka. Maja smykałkę do interesów, 4 pocztówki za dolara i super tania wysyłka żeliwnego smoka do Europy.

Dwa dni wolnego od regularnej pracy spędziłam na rowerze z dzieciakami. Byliśmy w Sausolito, a kolejnego dnia w Chinatown w San Francisco, ponieważ w czwartek był Chiński Nowy Rok. Mieliśmy pójść na dim sum do centrum kultury i niespodziewanie zostaliśmy zaproszeni na obrzędy buddystów. Usiedliśmy za nimi na podłodze i wsłuchiwaliśmy się w mantry, które śpiewała cała sala dla złotego Buddy, ustawionego na ołtarzu. Ważniejsi mnisi byli opasani żółtymi materiałami i mieli zgolone głowy. Z książeczki, którą dostałam, zrozumiałam według tłumaczenia, że w swoich mantrach dziękują Buddzie za wszystko. Było to podobne do naszych katolickich litanii boskich, tylko że o wiele fajniejsze! Po mantrach przeszliśmy do innego pomieszczenia, gdzie był poczęstunek  - tabliczka głosiła, aby zjeść wszystko co si wzięło, co z dzieciakami okazało się być trochę trudne. Spróbowałam prawie każdego, dziwnie wyglądającego dania i czasami miała problem z przełknięciem, ale dałam radę. Zdjęć niestety nie robiłam w tym miejscu, ponieważ czułam, że nie wypada.

Ten Pan na zdjęciu jest właścicielem salonu fryzjerskiego, który znajduje się za nim. Czekając na klientów pogrywa sobie kolędy w czapeczce Gwiazdora:) A tuż obok niego znajduje się fabryka ciasteczek z wróżbami.

niedziela, 15 lutego 2015

Lato w Lutym

Pogoda w San Francisco jest jak latem. Jest tak przyjemnie, że nie chce mi się siedzieć w domu i uczyć do egzaminu na kurs nauczycielski. Najchętniej wsiadłabym na rower i objechała całe miasto dookoła wzdłuż wybrzeża. Ale w głowie tyka mi termin egzaminu i wiem, że jak się przyłożę teraz to będę mieć to z głowy za miesiąc, a pogoda tutaj i tak nigdy się nie zmienia. Pranie można wieszać na dworze, a nie ma nic przyjemniejszego niż ręczniki pachnące wiatrem.

W niedzielne przedpołudnie pojechaliśmy nad wybrzeże,skąd można zobaczyć Golden Gate Bridge, niestety nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł i po 5 minutowym spacerze, zawracaliśmy z powrotem. Ludzie po prostu wysypali się z domów i nie można było znaleźć nawet kawałka miejsca bez kogoś. Pojechaliśmy potem do mojej ulubionej rosyjskiej piekarni, gdzie bardzo lubię ich barszcz, który podają z pieczonym na miejscu chlebem. Chleb jest taki jak w Polsce i jak nałożę na niego masło to nic więcej już do szczęścia nie potrzebuję:)


środa, 4 lutego 2015

Plaża Czarnych Muszli

Budzę się w środku nocy i wydaje mi się, że to już wczesny poranek. Już mam zamiar otworzyć szeroko oczy, ale coś mi w tym świetle nie pasuje. Spoglądam przez okno, a tam twarzą w twarz ze mną księżyc wisi na niebie. Na ogród spuścił swój złoty pył i teraz wszystko jest jak oglądane przez starą kliszę, która zżółkła z upływem lat.

Jest takie miejsce nad Pacyfikiem, gdzie kamienie pokryte są przez czarne muszle, które wyglądają jak rafa koralowa na powierzchni. Nie było czarnych pereł, ale za to były zamyślone kraby.

wtorek, 20 stycznia 2015

Za Chlebem z Masłem

Tęsknie za wieloma rzeczami, jak smak świeżo upieczonego chleba z masłem, zapach dymu z komina w zimowe popołudnie, szorstkim dźwiękiem jaki wydaje oszroniona trawa w ogrodzie. Tęsknię za zachodami słońca, które widziałam z okien mojego pokoju, za drapaniem kotka w drzwi o 6 rano, za polami wokół domu i drzewem na końcu ścieżki. Tęsknię za szklankami z koszyczkami, za tradycją siedzenia przy stole, za podawaną kawą i plackiem z rabarbarem.

Poranki w San Francisco wyglądają jak świat przez zmrużone oczy. Leniwa mgła opuszcza ogrody, a zostają tylko trzęsące się krople wody. Wstaję ze wschodem słońca. Chcę myśleć, że taką ma naturę, ale to bardziej wynik braku rolet na oknach.

czwartek, 15 stycznia 2015

Moja Najpiękniejsza Droga Do Pracy

Kiedy byłam mała to myślałam, że zostanę prezes banku polskiego i mój podpis będzie na banknotach. Potem, gdy już dorosłam chciałam zostać podróżnikiem, ale co to za zawód być podróżnikiem. Potem miałam być przewodnikiem wycieczek, ale nie nauczyłam się na egzamin i jakoś po całym kursie przeszedł mi zapał.

Nauczycielski zapędy miałam tylko, gdy uczyłam młodszego brata. Organizowałam dla niego prawdziwe lekcje, mieliśmy język polski, matematykę, biologię, religię i wf. Najbardziej lubił przerwy oraz wf i zawsze ciężko mi było zaciągnąć go z powrotem do zeszytów. Nie pamiętam ile on miał wtedy lat, może 4 albo 5. W moim starym dzienniczku zapisywałam jego oceny i dawałam mamie do podpisania.

To jest już mój drugi dzień w nowej pracy. Zdążyłam złapać przeziębienie, stracic głos i nauczyć się BARDZO DUŻO jak postępować z dziećmi i przede wszystkim wydaje mi się, że w końcu coś mi się podoba. Pracuję w tak zwanej po polsku świetlicy dla dzieci. Chociaż nie siedzimy tam wyłącznie, a mamy dla dzieci różne tematy zabaw oraz odrabiamy z nimi zadania domowe.

Moja szkoła jest położona w bardzo pięknym miejscu. Jest tutaj bardzo wysoko i w niektórych miejscach można zobaczyć przepiękną panoramę miasta. W okolicy są małe sklepiki spożywcze, kwiaciarnia, pralnia i kawiarnie. Takie typowo filmowy obrazek.


wtorek, 6 stycznia 2015

Mój Pierwszy Komiks

Mówi się, że aby coś w życiu osiągnąć, trzeba wyjść poza swoja strefę komfortu. Co nie oznacza nic innego, jak zrobienie, czegoś co nie jest wpisane w codzienną rutynę. Coś, o czym na samą myśl, przeszywa nas dreszcz niepokoju, a realizacja tego wydaje się być tak odległa, jak droga stąd na Marsa.

W ostatnim roku, wyszłam ze swojej strefy komfortu przynajmniej kilkanaście razy i bardzo chętnie jednak, powróciłabym do niej, a najlepiej wprost na kanapę obok mojego kotka.

Zaczęłam nową pracę, a jak to bywa w nowej pracy, przychodzę tam za wcześnie, nikogo nie znam, ale staram się poznać i być miła dla wszystkich, co po całym dniu bywa bardzo męczące. Na szczęście, przynajmniej mówienie po angielsku cały dzień, nie jest dla mnie już wysiłkiem, przychodzi mi naturalnie. Odetchnieniem jest czytanie książek po polsku, dzięki czemu mój mózg odpoczywa przez jakiś czas i naprawdę czuję jakąś taka ulgę w środku, kiedy nie jestem zmuszona do tłumaczenia wszystkiego.

Dzisiaj napisałam test, który jest mi potrzebny do rozpoczęcia kursu nauczycielskiego. Najlepiej poszła mi część matematyczna, czytanie myślę, że było ok, natomiast obawiam się o napisane eseje, przy których zablokowałam się. Byc może to z powodu stresu, albo po prostu przeciążenia mózgu, po 3 godzinach intensywnego myślenia po angielsku. Mam nadzieję, że jednak zdam. Wtedy czeka na mnie jeszcze gorszy egzamin:)

Za namową J. zaczęłam czytać komiks SAGA i tak się wciągnęłam, że czytam już 3 tom. Bardzo podobają mi się rysunki. Tutaj kilka z moich ulubionych.


piątek, 2 stycznia 2015

Żeby To Ludzie Wbiegali Do Lodowatego Oceanu

Należę do stworzeń ciepłolubnych. Jestem jak kot, który lubi zasypiać przy płomieniach kominka, tak blisko, że aż policzki nabierają rumieńców. Zima jest piękna na zdjęciach i szybach, kiedy układa się w przepiękne kompozycje kwiatowe, których ludzka ręka nie jest wstanie skopiować. Zima jest piękna, gdy się jest dzieckiem, a przemarznięte stopy i palce u rąk, nic nie obchodzą, bo znakiem, że czas wracać do ciepłego domu jest znikające za horyzontem słońce.

W czasie ferii zimowych, z bratem, ubrani w grube, puchowe kurtki, które ograniczały zasięg rąk o połowę, z czapkami z pomponami wielkości naszych głów bawiliśmy się od rana do wieczora na podwórku. Ja chciałam naśladować mojego tatę, więc dodatkowo stopy, przed włożeniem w kalosze, zawijałam w znalezione szmatki, dzięki temu, skarpety miałam suche i ciepło w nogi:) Jeśli tata to czyta, to pewnie uśmiecha się teraz pod nosem.

Na dworze, ja lubiłam zrywać wielkie sople i ślizgać się na ślizgawce za domem w silosie. Albo robiliśmy jedną długą przez całe podwórko. Lepiliśmy bałwany, ja małego do postawienia na parapecie, mój brat 3 razy większego od siebie, który potem zostawał na podwórku ostatnim znakiem śniegu. Znalazłam gdzieś narty po wuju i jeździłam na nich dookoła podwórka. Od tamtych czasów, nigdy już nie miałam nart na nogach, a jedyne moje zdjęcie na nartach to zrobione na tle traktorów i obory:)Jak ktoś mnie teraz pyta, czy jeździłam kiedyś na nartach, to jestem w kropce, bo nie wiem czy tamto się liczyły.

Najlepszą frajdą był kulig, w niedziele po kościele. Sanki zaczepialiśmy na tył poloneza (w późniejszych latach golfa) i tata obwoził nas dookoła, a nawet jechaliśmy na dróżkę koło lasu, żeby przejechać kilka kilometrów i to na wielkich wybojach. Przewracanie się na sankach, było tak samo fajne jak jazda na nich.


Copyright © 2015 Before Sunset
| Distributed By Gooyaabi Templates