środa, 31 grudnia 2014

Spacer Po Meksykańskiej Dzielnicy

Zabiegana, z powodu spraw życia codziennego, nie miałam wielu okazji, żeby wybrac się do jednej z najbardziej kolorowych dzielnic San Francisco. Mission, centrum życia meksykańskiego. To tutaj można zjeśc najlepsze burrito, a wchodząc do restauracji zapomina się, że jest się w USA i przenosi się prosto do gorącego Meksyku, gdzie na ścianach króluje Matka Boska, a ostre oznacza tak pikantne, że można rozpalic pewnie ogień przy pomocy jedzenia. Meksykanki o dużych biodrach, za pomocą szpatułek, szybko chlastają kolejne dodatki do naszych tortilli. Pack, pack, pack,jakie mięso? jaka fasola? pack! pack! Kolejna zawija wypełniony po brzegi placek, jakby miała w sobie tajemniczą zdolność pomniejszania tego co w środku. Następna zawija w sreberko i podaje do kasy.

Wszyscy tu są skądś. Najczęściej przybyli niedawno, ściągnięci przez rodziny, którym jakimś sposobem udało się przekroczyć granicę i po latach zdobyc papiery. Meksykanina z amerykańskim akcentem jeszcze nie spotkałam. W przypadku imigrantów z Chin (którzy stanowią tu 70% społeczeństwa)płynnie po angielsku mówią już dwa, urodzone tutaj pokolenia. W przypadków Latino (ludzi przybyłych z południa), hiszpański jest pierwszym językiem, a po angielsku większość mówi bardzo słabo, albo z wyraźnym akcentem.

Ja z moimi blond włosami wzbudzam nawet tutaj zainteresowanie. Dla meksykańskich mężczyzn, którzy przybyli tu niedawno, blond kobiety o niebieskich oczach, nadal wzbudzają 10 krotnie większe zainteresowanie niż rodzime kobiety, o włosach czarnych i grubych, a oczach brązowych jak ciemne piwo.

"Burrito dla Seniority" mówią, gdy moje zamówienie jest gotowe. Meksykańskie restauracje cieszą się wielką popularnością tutaj, ponieważ ceny są bardzo niskie, dostosowane do lokalnych mieszkańców. Oscylują między 6-8 dolarów i porcje są tak duże, że napełniają na cały dzień.



Granice Mission skurczyły się w ostatnich latach za sprawą gentryfikacji, czyli budowania mieszkań, sklepów dla ludzi białych i bogatych, kosztem biedniejszych emigrantów. Spacerując ulicami wyraźnie widac miejsca, które niedawno zmieniły właścicieli i przeszły mała rewolucję. Wystarczy jednak przejśc jedną przecznicę, aby zobaczyc jak to wyglądało przedtem. Ulica Valencia, jedna główniejszych ulic w Mission. Obecnie pełna jest kawiarni, piekarni, kwiaciarni i sklepów rowerowych, wszystko prowadzone przez białych właścicieli, a klientelom są mieszkańcy z zasobniejszymi portfelami.

Ulica Mission, to powrót do Meksyku. Na chodnikach rozłożone są babcie, albo wąsaci panowie o krótkich nogach, sprzedają czapki, bluzy, koszulki, breloczki, portfele i wszystkie inne pierdołki, które u nas rozprowadzają Cyganie. Stragan ciągnie się przez całą ulicę, po obu stronach, przerwany jedynie skrzyżowaniami, albo budynkami banków. Zielone i różowe spodnie z cekinami nie pozwalają przejśc obok, bez nawet jednego spojrzenia do sklepu. Ten tani, chiński chłam wylewa się na przechodniów, atakuje ostrością kolorów, wulgarnym wyglądem, a manekiny na wystawach wyglądają jak porażone prądem prostytutki. Sklepy z radiami głośnikami są jak zwykle pełne potencjalnych klientów, którzy robią zakupy przy ogłuszającym, meksykańskim disco-polo. Zawsze się zastanawiałam, dlaczego w tych biednych dzielnicach powstaje tak wiele sklepów z elektroniką i ile głośników, kamer i telefonów komórkowych sprzedają tam, żeby utrzymać się przy życiu.

To wszystko naraz, spada na człowieka nagle. Wystarczy wyjśc dwa kroki z ulicy Valencia i przenosi się do czerwonego piekła. Chociaż ma to swój urok i mam nadzieję, że Meksykanie zostaną tutaj i będą kreowac ten kawałek ziemi w San Francisco, jak ten ich daleko stąd w Meksyku. I chociaż nie kupię jaskrawych spodni z cekinami, to na pewno wrócę tu na ich przepyszne burrito!













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...