F

czwartek, 27 listopada 2014

Święto Dziękczynienia

Właśnie wróciłam do San Francisco z Santa Rosa, gdzie spędziłam swoje pierwsze święto Dziękczynienia. Na północ Kaliforni wybraliśmy się już w środę rano i tam spędziliśmy bardzo miły dzień w drewnianym domku z kominkiem, otoczeni lasem z sekwojami, czyli czerwonymi drzewami. Na kręta drogę na wzgórze wybiegały nam sarny, szopy pracze, widziałam maje zajączki i podobno można nawet spotkac niedźwiedzie. Mama J. kilka lat temu, tuz przed świętem Dziękczynienia miała spotkanie oko w oko z niedźwiedziem, który włamał się do ich altanki koło domu, gdzie była lodówka, a w niej indyk. Niedźwiedź otworzył sobie lodówkę i indyk znalazł się na podłodze, rozszarpany.

Pod wieczór wybraliśmy się do lasu na krótki spacer, tuż przed zachodem słońca. W lesie było przyjemnie zimno, chociaż tutaj prawdziwa zima nie dociera tak naprawdę aż do stycznia.

Święto Dziękczynienia to głownie jedzenie. Był oczywiście indyk, pieczony w wielkim garnku, specjalnie do tego zrobionym. Indyka piecze się do określonej temperatury i co jakiś czas polewa się go tłuszczem spod spodu. Oprócz tego mieliśmy masę innego jedzenia, sałatki, dipy, chipsy, casserole, a ja byłam najbardziej zainteresowana słodkimi ziemniakami zapiekanymi pod marshmallows oraz sałatki z marshmallows z suszonymi owocami..bo to takie amerykańskie:)

Poproszono mnie żebym zrobiła coś typowo polskiego. Pierogów lepic nie lubię i nie umiem, bigos gotowałby się cały dzień, więc zrobiłam rybę po grecku, która wyszła mi całkiem dobra, chociaż i tak wolę tę, którą robi moja mama. Najważniejsze, że wszystkim smakowało.


niedziela, 23 listopada 2014

Spacer po Golden Gate Park

W San Francisco mamy 3 pory roku w tym samym czasie. Słońce grzeje jak latem, zwłaszcza w południe i pięknie zachodzi, pokazując wszystkie odcienie czerwonego i różowego na niebie nad oceanem. Mamy jesień, bo liście opadają z drzew. Wielkie płaty, jakby nawet one nie mogłyby byc małe w Stanach Zjednoczonych. Zimę mamy wieczorami, kiedy temperatura spada i nie chce się wychylić spod kołdry czubka głowy. Okna nie są tak grube i szczelne jak w Polsce, dlatego temperatura wewnątrz, zwłaszcza w nocy jest podobna do tej na zewnątrz.

W sklepach panuje zimowy charakter. Swetry, swetry i kurtki puchowe. A ja się zastanawiam, czy czasami pierwszy raz w życiu nie przeżyję całej zimy w kurtce jeansowej i bez czapki.

Wczoraj w nocy, gdy chowałam się pod kołdrą, przypomniały mi się wakacje u babci. Kiedy to z tapczana wyciągałyśmy pościel, białą jak śnieg, wypchaną prawdziwym pierzem, a nie tam sztuczną gąbką. Jak bardzo lubiłam wtulac głowę w poduszkę, w której zapadało się tak miękko i zasypiało twardo na całe 8 godzin. Było coś miłego i przyjemnego w babci pościeli i nigdzie indziej potem w takiej już nie spałam. Rano jak wstawałam, babcia robiła mi płatki z mlekiem na śniadanie i kręciła kogla-mogla z cukrem, tak mocno, że aż żółtka stawały się białe.

Dzisiaj kilka zdjęc z Golden Gate Park. Jest to drugi po Central Parku w Nowym Jorku najchętniej odwiedzany park w Stanach. Widziałam pierwszy raz szopa pracza i to nie jednego, ale z 10, kilka wiewiórek, koguty!, kaczki i dziwne kolorowe ptaszki. Lubię chodzic po lasach, parkach, bo ze mnie jest bardziej człowiek ze wsi, niż z miasta.

środa, 19 listopada 2014

Jesień w San Francisco

Nawet w San Francisco dni są coraz krótsze. Usiadłabym wtedy wygodnie na kanapie, piła gorącą kawę i czytała.

Pamiętam te dni w domu, kiedy przychodził listopad, w kominku rozpalało się ogień coraz częściej na cały dzień. Z okien mojego pokoju widziałam jak słońce chowa się za polami. Wiatr coraz silniejszy bębnił w szyby. Czasami tak silny, że zrywał kable i wtedy zapanowywała ciemność w całym domu. Nie było telewizora, komputera, strach było przejść do drugiego pokoju. Siedzieliśmy wtedy w kuchni, jedząc kolację przy świeczkach i opowiadaliśmy sobie historie, te dawne i te nowsze. Bawiliśmy się woskiem i szukaliśmy innych nadpalonych już świeczek wetkanych w słoiki po musztardzie, ogórkach, wypełnionych gazetami. Dawne gry sobie przypominaliśmy, jak statki, państwo-miasto, albo wisielca.

Ogień w kominku palił się jakby bardziej, kawałki drewna trzaskały głośniej. Czas płynął wolniej i jakby było go za dużo.

Tydzień temu skończyłam 27 lat. Zdążyłam pomieszkać w innych krajach, pracować w najróżniejszych miejscach, poznać prawdziwych przyjaciół, zegnać się za dużo razy i w końcu odkryłam, że moje miejsce na świecie jest tam, skąd zawsze chciałam uciec.

Zdjęcia zrobiłam nowym aparatem, który dostałam na urodziny od J.
W niedzielny poranek pojechaliśmy na pchli targ na Treasure Island i okazało się, że jest on tylko w ostatni weekend miesiąca, więc nie pobyliśmy tam za długo. Zobaczyliśmy za to taką piękną konstrukcję.

niedziela, 16 listopada 2014

Jak Się Żyje w San Francisco cz.I

Ameryka to kraj pełen możliwości. Takie przekonanie było przynajmniej 10-20 lat temu, ale czy obecnie jest ciągle aktualne?

Dzisiaj postaram się przedstawić dobre strony życia w USA, a raczej zalety San Francisco, jako jednego z najbardziej pożądanych miejsc na świecie. Nie będę pisać o złych, bo nie wypada mówić źle, o czymś gdzie jest się gościem. Mieszkam tutaj od marca tego roku i wydaje mi się, że jestem na tyle nowa jeszcze, żeby wyłapać te zasadnicze różnice między tutaj, a Polską.

Oto moja lista charakterystycznych cech dla San Francisco, bo muszę zaznaczyć, że to miasto jest inne niż pozostałe w USA. Mówią, że SF ma najbardziej europejski charakter, chociaż dla mnie jest bardzo amerykański, tylko ma lepsze rozwiązania i oczywiście wzgórza.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Dlaczego Odżywiam Się Niezdrowo

Od jakiegoś już czasu panuje moda na zdrowe jedzenie. Po szale jakim były dity i odchudzanie na specjalnych zupkach, tabletkach i herbatkach przechodzimy pomału do kolejnego etapu. Etapu gdzie dokładnie sprawdzamy opisy na produktach w sklepie i stajemy się świadomymi konsumentami.

W moim otoczeniu, nie tylko tym prywatnym, ale również ogólnym obserwuję bardzo wiele zachowań związanych z jedzeniem i produkcją żywności. Pewni znajomi przeszli właśnie na tzw. dietę jaskiniowców - paleo. Pewne cechy tej diety od dawna stosowałam u siebie, nic w tym misternego, po prostu uważałam, że wszystko jest dla ludzi.

Dlatego nigdy nie zostałam wegetarianką i choc tych co przeszli na wegetarianizm potrafię zrozumiec, tych co są weganami, już nie. No bo jak to, zero jajek, chleba, masła?

Dieta paleo to takie przeciwieństwo weganizmu, bo tutaj je się wszystko co nie przeszło sporej przeróbki w trakcie produkcji i np. jajka, krwiste mięso jest jak najbardziej dopuszczalne. Mam znajomych, co niedawno potrafili zjeśc cała mega pizze, na grubym cieście z wszystkimi dostępnymi dodatkami, co ciasto czekoladowe połykali w całości, a teraz są na diecie palo. Nie jedzą już chleba, wypieków, a burrito albo burgera tylko w liściach sałaty. To tak jakby zjadac tylko nadzienie z czekolady, bez samej czekolady.

Moje śniadanie

piątek, 7 listopada 2014

Co u Mnie Nowego

Nieszczęścia chodzą parami. Na szczęście potem jest ta pewnośc, że już nic gorszego nie może się przytrafic. We wtorek, czyli dzień, który od rana spędzam w ogrodzie botanicznym na szkoleniu, a potem jadę rowerem do firmy, gdzie mam staż, wydarzyły mi się dwa małe nieszczęścia. Pierwsze to takie, że nie przyjęto żadnych z moich ubrań do lumpeksu, który skupuje używane ubrania, ale wcześniej robi selekcję. Moje ciuchy były podobno już niemodne. Nie wiem, więc z jakiej to racji mają czasami takie rzeczy, co noszą chyba tylko 50 - letnie hippiski z Texasu.

Drugie nieszczęście to przebita dętka w rowerze, w drodze na staż i to w dodatku w nowej oponie! Rower jest już w sklepie rowerowym i do odbioru będzie jutro. Pewnie najechałam na jedną z rozbitych butelek na ulicy Market, przez którą to przejazd, można porównac do skoku narciarskiego, czyli jak dobrze rowerem nie jeździsz, to śmierc murowana.

W końcu wybrałam się na ulicę Haight, przez kawałek, której przeszłam i kupiłam nawet mały prezent dla taty i włożyłam do paczki, która czeka na wysłanie od dwóch miesięcy. Ulica Haight była niezwykle spokojna, nie ma w ogóle porównania z tym co się tutaj dzieje latem, gdy zapełnia się turystami, a restauracje pękają w szwach. Może wyjaśnię, że ulica ta, to najbardziej hippisowska ulica w mieście. Pełna jest leniwych cpunów, bezdomnych w wieku produkcyjnym i wszelakich dziwaków-freaków. I przez to jest tak popularna.

Rano w ten sam dzień poszłam do mojego ulubionego sklepu z warzywami i produkatami z Europy Wschodniej i Bliskiego Wschodu

niedziela, 2 listopada 2014

Wycieczka na Mount Diablo. Najwyższa Góra Nad Zatoką

Moja mam czasami mówiła, że ja to długo na dupie nie potrafię usiedziec. Pamiętam jak w styczniu przy -5 wybierałam się rowerem 4 kilometry po zakupy do sklepu, albo jak zabierałam rower ze sobą do pociągu i potem z dworca godzinę pedałowałam na uczelnie. I nic w tej kwestii się nie zmieniło.

Mam wolny tylko jeden dzień w tygodniu, jest to poniedziałek i wtedy nie robię nic! Wróóóóc! To znaczy nie robię nic, co byłoby związane z jakąś pracą, planuję za to małe wycieczki po pięknej Kalifornii:)Daleko się nie zapuszczam, bo muszę wrócic do domu tego samego dnia, a tym razem zakończyc podróż przed zachodem słońca. Bo po zachodzie słońca zamykają bramę Parku Mount Diablo i wyjechac już się nie da. Mount Diablo to góra, na wschód od SF, która domiunuje nad zatoką. Na szczy prowadzi kręta droga nad urwiskami, a z góry rozpościera się niesamowity widok na zatokę. Mogłam dojrzeć nawet Golden Gate Bridge oraz budynki SF. Cieszę się, że nie zrealizowałam początkowego planu, czyli wybrania się tam rowerem, bo chyba padłabym po pierwszym zakręcie.

W drodze, szybkie zdjęcie na małej wysepce nad urwiskiem

Copyright © 2015 Before Sunset
| Distributed By Gooyaabi Templates