F

środa, 15 października 2014

My Job - Bicycling!

San Francisco to takie niezwykłe miasto, że chodząc uliczkami przenosimy się z każdym krokiem do innego świata. Zaczynamy w centrum finansowym, pełnym wieżowców, hoteli, biur, a kawałek, na ulicy obok, na chodnikach panosza się chińskie stragany z owocami, warzywami, których nazwy i właściwości znają tylko Chińczycy. Sklepy z herbatami, albo suchymi zagryzkami, niewiadomego pochodzenia. Idziemy dalej i lądujemy w dzielnicy włoskiej. Italiano wypatrują klientów ze swych restauracji, namawiają, zakręcając połyskującego wąsa. Wszędzie pizzerie i makron, Mamma Mia! Im dalej na północ tym robi się cieplej, i zielono, zamiast wszechobecnego asfaltu, mamy małe ogródeczki, domki w liliowych kolorach i wspaniałe widoki na miasto.

Jak pójdziemy na zachód, do dzielnicy Tenderloin, to lepiej brać nogi za pas i zmykać stamtąd, zanim nie zostaniemy zadźgani nożem. Serio! To jest niesamowite, że tuż obok tych pięknych domków, całego centrum znajdują się tu slumsy. Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale 90% społeczności tutaj to czarni i niepełnosprawni umysłowo ludzie, takich dziwaków nigdy nie widziałam, nawet w TV. Ja jako blondynka i dziewczyna nie mam co tam robić, a jak przemknąć to najszybciej jak się da, a najlepiej to się tam nie zapuszczać w ogóle. Pamiętam jak kiedyś w Nowym Jorku, pojechałam do Bronxu i tak jak wysiadłam z metra, wyszłam na powierzchnie, rozejrzałam się, zobaczyłam spojrzenia na mnie i poczułam, że czas stamtąd spadać.

Ale zdjęcia dzisiaj nie o tym, a zdjęć z moich ostatnich dni. Czyli wycieczka z dziećmi do Marin, potem poniedziałek z dziećmi na rowerach w Golden Gate Park i na Ocean Beach. We wtorek po raz pierwszy poprowadziłam grupę pierwszoklasistów po ogrodzie botanicznym.

Rano, o 7.30 musiałam wyjechac z domu rowerem, aby byc na miejscu spotkania nad zatoką o 8.30. Pierwszy dzień (Angel Island) był słoneczny, w drugi dzień SF było pogrążone we mgle. Można dojrzec cienki pasek błękitnego nieba pomiędzy wodą, a mgłą.





Opuszczamy miasto na promie



I Bay Bridge

W Marin okazało się byc słonecznie i gorąco!


Pojeździliśmy po ścieżkach nad kanałami, a następnie pojechaliśmy na plac zabawa, gdzie byliśmy dobre kilka godzin! Moim zdaniem za dużo, wolałabym jeździc rowerem, ale nie ja byłam szefem...

To już poniedziałek i dzień z dziecmi na Ocean Beach (niedaleko mojego domu)

Było słonecznie, a po 15 minutach, momentalnie pojawiła się mgła i zrobiło się zimno. Tak to już tutaj jest. Dzieci i tak miały frajdę i bawiły się w szukanego na wydmach, albo paplały się w lodowatej wodzie. Współczuję ich rodzicom, ściągania z nich zapiaszczonych, mokrych ubrań;)




We wtorek pojechałam około 8 rano do ogrodu botanicznego, żeby obejśc sobie jeszcze raz trasę, którą miałam zrobic z dziecmi. O 9.00 zaczynał się moje szkolenie, na którym nasza "nauczycielka" Annet wyjaśniła nam jeszcze raz, jak mamy do tego podjeśc i okazało się, że nie poprowadzę grupy sama a z Johnem (który urodził się w Ohio i moim zdaniem jego uśmiech i twarz od razu wskazuje, że jest on Amerykaninem, w pozytywnym sensie).

Nasza grupa. Co prawda niewiele dzieci, ale było bardzo ciężko zainteresowac ich wszytskich i w miarę poprowadzic przez trasę, tak żeby cokolwiek zapamiętali. Chłopiec po prawej był pełen energii, nazwaliśmy go Runner (Biegacz, Uciekinier), bo nie potrafił ustac w miejscu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Copyright © 2015 Before Sunset
| Distributed By Gooyaabi Templates