wtorek, 28 października 2014

My Favorite Place

Lato w San Francisco właśnie się zaczęło i wcale nie wygląda na to, żeby chciało stąd w ogóle odejść. Lipiec i sierpień spowite były przez mgły znad oceanu i chłodne wieczory, żeby to w sierpniu ogrzewanie włączać! Teraz śpię przy otwartym oknie i budzą mnie śpiewy ptaków, z ogrodu.

W Ogrodzie Botanicznym życie cały czas trwa, nie ma śniegu, który zasypałby kwiaty i ścieżki. Część roślin zakończyła swoją pracę w tym roku, drzewa posiwiały jak babcie, a kwiaty utraciły płatki, które dołączyły do reszty brązowych pozostałości na ziemi. Inna część roślin obudziła się do życia pod wpływem większej ilości słońca i deszczu, rozkwitły wybuchając barwami i zapachami tak pięknymi, że nie da się przejść obok bez nawet pojedynczego zerknięcia.

Od kiedy zaczęłam oprowadzać dzieci po ogrodzie, oglądam każdą roślinę dokładnie z każdej strony i zaglądam do wnętrz kwiatów w poszukiwaniu pylników. Z bliska, nawet niepozorny suchy kwiatek, wygląda na okaz piękna i doskonałości. Zabrałam J. w sobotę rano do ogrodu, żeby poćwiczyć mój program wycieczki na wtorek. Pokazałam mu tak wiele, że na końcu powiedział, że sam by tego nawet nie zauważył.
















1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...