sobota, 27 września 2014

Biking on The Streets

Jak się człowiek śpieszy, a jeszcze jak sobie zaplanuje, że jak wróci do domu do wypije sobie kawę w spokoju i zje pączka do tego (a co!), to musi się coś wydarzyc, co nie dośc, że zepsuje ten precyzyjny plan, ale jeszcze dodatkowo, człowieka dobije, przygniecie i zepsuje mu humor do reszty. Nie lubię godzin od 11.00 do 15.00, nie wiem dlaczego, może wychodzi to do ogólnego nielubienia słońca, za bardzo, kiedy to promienie padają prosto na czubek głowy, pragnienie doskwiera, a wokół rozpędzone samochody potęgujące ból głowy.

A wszystkich tych negatywnych emocji dostarczyła mi przejażdżka autobusem po San Franciscowych ulicach, które do gładkich nie należą, a do prostych tym bardziej. Nie ma tu co prawda dziur wielkości 3 piłek do koszykówki, gdzie opona samochodowa może się całkowicie zmieścic, ale takie do piłki golfowej można już znaleźc rozsiane na pagórkowatych ulicach. Metro, które miało mnie dowieźc do mojego pączka i kawuni w 30 minut zostało zawieszone, z wyrokiem do niewiadomokiedy ruszymyznowu, więc została mi opcja autobusowa. Na szczęśnie nie była to godzina, kiedy bezdomni szaleńcy przemieszczaja się na swoich utartych, brudnych szlakach z centrum do Haight Street, więc udało mi się ulokowac wygodnie, choc nie obyło sie bez zapaszków. Cała podróż odbyłam w bezpiecznej odległości od ludzi wyglądających co najmniej dziwnie i żaden wariat, z potencjalnym nożem, albo opowieścią o swoich wymyślonych dyrdymałach nie usiadł koło mnie.

Mój aparat jest zepsuty więc robiłam zdjęcia mniejszym (małe zdjęcia) i tabletem (duże zdjęcia).
Kilka fotek z przejażdżki rowerowej po SF:
























Telegraph Hill - wzgórze, na którym byłam ostatnio












2 komentarze:

  1. My zawsze mialysmy szczescie do psycholi ;) az dziwne, ze zaden kolo ciebie nie siedzial, pooooodeeeejrzaneeee

    OdpowiedzUsuń
  2. haha jak byśmy były razem, to miałybyśmy przerabane

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...