F

piątek, 1 sierpnia 2014

Breath

San Francisco ma największa liczbę dziwaków, a wszystkie ćpuny wysiadają na Haight. I od tamtąd już mogę wypuścic powietrze z płuc. Ostatnio mam taki sposób na dojazd na staż, ze tam jadę rowerem, a z powrotem wracam autobusem. W SF mają takie sposób na rowery, ze wkłada się go na przód autobusu, na specjalne szyny z rączką do unieruchomienia. Po szarpaniu się z ustawieniem roweru (co milszy kierowca obniży trochę szynę), zaczynam strategię usadowienia się w autobusie. Tuż przy drzwiach nie dobrze, bo to miejsca dla starszych osób, z tyłu - podejrzane typki w szerokich bluzach i z brudnymi paznkociami. Po środku najlepiej, chociaż to ulubione miejsce cpunów. Jak już usiądę, to wolę miec po prawej chińskie babcie, a jak już się miejsce obok zwolni, a jesteśmy jeszcze przed Haight street, to się denerwuję. Nie było jeszcze jazdy, żeby nie wsiadł jakiś oszołom.

Wchodzi taki jeden dzisiaj. Głowa z jednego boku ogolona, z drugiej długie włosy (sama tak kiedyś miałam). Dałabym mu najchętniej szampon i szczotkę drucianą, żeby umył te włosy. Nie wiesz czy on czarny jest, czy biały, bo skóra już tak zarosła brudem. Bezdomny, czy hippis z wyboru? W SF czasami ciężko ocenic. Stanął obok drzwi i łypał na nas oczami spod swojej grzywy. Krzyczał "Kto zna moje imię!? Kto?!". Nikt nie znał jego mienia, więc się nie dowiedział. Bezimienny. Wysiadł na Haight.

Autobus nabrał powietrza.

Kiermasz starych pocztówek, plakatów




Pocztówka z Poznania

I z Warszawy

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Copyright © 2015 Before Sunset
| Distributed By Gooyaabi Templates