czwartek, 10 lipca 2014

Chinatown

Ile dużych miast, tyle Chinatown. Chyba widziałam w swoim życiu już za wiele, bo mam wrażenie, że nic nie może mnie już zachwycic. Pamiętam jak kilka lat temu byłam w tych samych miejscach po raz pierwszy. Pierwszy raz w życiu widziałam Chinatown, pierwszy raz w życiu próbowałam bubble tea i pierwszy raz w życiu widziałam tylu Chińczyków w jednym miejscu.

Gdzieś przeczytałam, że teraz w dobie internetu, podróży nic już nie może tak naprawdę zachwycic. Tylko taki "typowy moher", może w pełni pojąc jak piękne są niektóre miejsca i po prostu się nimi zachwycic.

Mój staż mam dosłownie rzut beretem (tym moherowym) od bramy do Chinatown. Jedna główna ulica i kilka pobocznych, tworzą jedną z najstarszych na świecie dzielnic tego typu. Jeszcze na początku XX wieku, Chinatwon miało dokładnie wyznaczone granice, poza które Chińczycy nie mogli wyjśc. Główna ulica, to tak naprawdę nie jest już żadnym miejscem, gdzie skupiają się mieszkańcy, a stała się ulicą ze sklepami z tanimi pamiątkami. Może komuś akurat zachce się kupic laczki, albo piżamę, to będzie to idealne miejsce. Tak naprawdę prawdziwe życie ulicy jest tam, gdzie turyści już nie zaglądają, może czują się niepewnie, tak jak ja, zaglądając w prywatne sfery mieszkańców dzielnicy. Na jednym z placów, mieszkańcy gromadzą się i grają w przeróżne chińskie gry.

Poukrywani pod wielkimi kapeluszami.

Zrobiłam kilka zdjęc, których pewnie takich samych miliony zostało już zrobionych. Cóż.






Sklep z latawcami





Bank

I na końcu mój dzisiejszy dylemat. Zjeśc bajgla z czekoladą, czy z jagodami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...