środa, 18 czerwca 2014

Bicycling

Jest wiosna i zbliża się lato. Wszyscy wyciągają zakurzone rowery. Ja jeżdżę na rowerze przez cały rok. Czy zima i mróz, czy lato i żar z nieba. Nie ma znaczenia, dopóki nie wieje. Niestety SF, to dosyć wietrzne miasto. Piękne domy, ulice, wzgórza, na zdjęciach nie widać jednak tego zimnego, oceanicznego wiatru.

Nie powstrzymuje mnie to jednak, przed jazdą do pracy na rowerze. Trasę mam nie byle jaką, bo przez Golden Gate Park, niedaleko pięknego parku Duboce i ulicę Market, na której jest szybko i cały tabun rowerów, samochodów, autobusów (zwłaszcza o poranku!).


Kilka plusów w dojeżdżaniu do pracy rowerem:

+ najprzyjemniejsza pora na rower, dla mnie, to poranek. Powietrze jest rześkie i miło jest oglądać jak otwierają się kawiarnie, sklepy...

+ nie trzeba cisnąc się w metrze, autobusie. W tych środkach transportu w SF czuję się czasami jak w kolejce górskiej.

+ w pracy, głównie siedzę przez kilka godzin, wpatrzona w komputer, dlatego ta jazda rowerem jest dla mnie dobrym ćwiczeniem kondycji i po prostu rozruszaniem ciała, żeby zachować równowagę

+ czasami rowerem jest po prostu szybciej. Nie trzeba się przesiadać, martwic, że coś nie przyjechało

+ rower jest za darmo

+ fajnie się wygląda na rowerze

Jest też kilka minusów...

- jeśli droga do pracy jest bardzo długa, to, zwłaszcza droga powrotna, gdy jesteśmy zmęczeni, może być wyczerpująca i na nic nie będziemy mieć już siły w domu

- jak jest gorąco i duszno i jedzie się w pełnym słońcu, to pod koniec można wyglądać jak mokry pies

- nie każde ubrania nadają się na rower. Nie widziałam jeszcze nikogo w garsonce albo ciasnej spódnicy, dlatego czasami trzeba wziąć buty na zmianę, spodnie itd.

Do miejsca mojego stażu mam 12,6 km w jedną stronę co daje mi 25,2 km w obie. Jeżdżę tam 4 razy w tygodniu, więc wychodzi mi, że robię na tej trasie 100,8 km. Dodatkowo, w pozostałe dni również wsiadam na rower. Myślę, że w ciągu jednego tygodnia przejeżdżam około 150 km.

Mam kilka rzeczy, bez których nie wsiądę na rower: butelka z wodą, czapka z daszkiem (ale muszę kupić w końcu kask), rękawiczki bez palców (bardzo szybko się opalam i one po prostu chronią moje dłonie).

Dodatkowo, czasami zabieram buty na zmianę, ponieważ po tych wzgórzach lepiej nie jeździć w sandałach, albo baletkach. Zamiast torebki, mam plecak, który jest właściwie workiem na buty. Kupiłam go dawno temu w lumpeksie za 2 złote. Okazał się być najwytrzymalszym plecakiem na świecie i jest niezwykle wygodny.


A tutaj zdjęcia najkrętszej drogi na świecie czyli Lombard Street oraz widok ze wzgórza Nob Hill.



A na koniec "ants on a log" czyli seler naciowy z masłem orzechowym i rodzynkami:)

2 komentarze:

  1. Rower to przyjemny i pożyteczny sposób komunikacji. Ekologiczny i pozwalający utrzymać ciało w dobrej kondycji :) Super okolice, sama chętnie bym tam pojeździła rowerem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. uuu ciekawa jestem tych "wrowek na klodzie" :) zawsze seler tylko z hummusem chrupalam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...