środa, 23 kwietnia 2014

Święconka

Ulice San Francisco pachną jak chińskie pierożki i sos sojowy. Zwłaszcza kiedy wiatr od oceanu miesza ze sobą wszystkie zapachy i uderza w ciebie na każdym progu. Pogoda wydaje się byc zdradliwa. Na zdjęciach widac słońce i piękne czyste niebo, a tak naprawdę miałam ochotę opatulic się dużym szalem.

Zaczęłam zajęcia w collegu. Miałam pierwszą lekcję. Mój poziom to 8, czyli ten najwyższy, więc byc może będę miec indywidualne zajęcia. College będzie chciał mnie zatrzymac, bo za każdego studenta dostają dofinansowanie. Ja mam zajęcia za darmo. Zapisałam się na campus Johna Adamsa, bo jest on najbliżej, rowerem 15 minut i mogę do tego przejechac przez Golden Gate Park, a droga nie jest zbyt stroma.

Zdziwiło mnie to, że w USA wszystko jest takie proste i załatwione od razu. Np. moje zajęcia. Zdaję test z angielskiego, który ustala mój poziom, dostaję kartę studenta i na drugi dzień mogę się już zapisac na lekcje i od razu na nie iśc. Nie muszę przynosic żadnych zaświadczeń, płacic ubezpieczenia, okazywac paszportu itd. itd.

W sobotę zgodnie z tradycją wybrałam się do kościoła, żeby poświęcic koszyk. Zakupy zrobiłam dzień wcześniej w polskim sklepie, gdzie nastałam się w kolejce z innymi Polakami. Zapłaciła za dużo, ale cóż, Święconka to Święconka:) W neidzielę pojechałąm do centrum, gdzie jest kościół katolicki dla Polaków, Słoweńców i Czechów. Ksiądz był Polakiem, a ludzie, którzy przyszli z koszykami byli zarówno Polakami jak i Amerykanami.

Ostatnio pogoda nie była bardzo ładna, więc dużo spacerowałam po okolicy.




























Koszyk wielkanocny od właścicieli naszego mieszkania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...