F

sobota, 22 lutego 2014

Metro

Wczoraj byłam nad morzem w South Shields. Jak to fajnie jest mieszkac 20 minut od morza i w dodatku można tam dojechac metrem! Uwielbiam metra, zawsze kojarzą mi się z wielkimi miastami, i taką prawdziwą miejską dżunglą.

Rozumiem synka mojej koleżanki, który tak bardzo lubi jeździc wszytkim co jest na szynach. Najwięcej frajdy z tej małej wycieczki sprawiła mi chyba sama jazda. Na miejscu okazało się, że jest zimno i strasznie wiało. Weszłam więc na plaże i wyszłam. Przeszłam deptak wzdłuż i wszerz i pojechałam do Newcastle.

W metrze siedział chłopak, z psem i razem czytali gazetę położoną przed nimi na siedzeniu. Pies był na jego kolanach. Chłopak był w brudnym poliestrowym dresie i z twarzą usianą czerwonymi pryszczami. Normalnie chłopaka wzięłabym, za jakiegoś typka, co to lubi się bic, spluwa śliną pod nogi przechodniów i mówi w dżordaskim języku. Ale on tak dbał o tego psa, żeby było mu wygodnie, żeby nie spadł, żeby dobrze widział gazetę i w dodatku całował go w głowę co jakiś czas. Taki oto kontrast.


czwartek, 13 lutego 2014

Butter

W ogóle, to z Polski wyjechałam zaskoczona. Tak mi się podobało. Już nawet bym nie powiedziała, że w Polsce jest brzydko, bo nie jest, jest po prostu inaczej. A ta brzydota, jak się ją przeanalizuje, to nawet ma sens. No bo kiedyś nie było podobno tak kolorowo, tylko szara komuna, no to teraz ten kolorowy oczopląs daje z podwójną siłą.

A zaskoczył mnie najbardziej internet w autobusie do mojej miejscowości. No to jesteśmy dalej niż Europa pomyślałam, bo ja zapamiętałam te autobusy jako stare ogórki, w których latem nie dało się okna otworzyc, a zimą szyby tak zaparowywały, że wychodziło się z mokrą głową.

Jak będziecie ubijak kremówkę bardzo długo, to powstanie wam masło. Planuje z moim tatą zrobic własnej roboty maślankę, masło i ser. Podobno na strychu w takiej starej chacie, gdzie kiedyś tata mieszkał z dziadkami, są maszyny do tego. Ja pamiętam, jeden taki moment z dzieciństwa, że ktoś na tej maszynie masło ubijał, ale to tylko taki obraz w głowie, może miałam 4 lata wtedy.

Dziewczyna mojego brata zrobiła chruściki, na mój odjazd. Dawno ich nie jadłam. Chruściki pochodzą z Litwy tak naprawdę.


poniedziałek, 10 lutego 2014

My city

Przeglądam dużo blogów fotograficznych, trochę podróżniczych i te modowe. Czasami gdzieś tam z tyłu widac kawałek miasta. Na przykład starówkę, kostkę brukową, ale nigdzie nie spotkałam się jeszcze z fotografiami przedstawiającymi po prostu miasto, tę jego reprezentacyjną cześc. Może dlatego, że ludzie, którzy prowadzą blogi fotograficzne uważają, że takie zdjęcia są za bardzo turystyczne. No bo przecież, jak wejdziemy na jakikolwiek stary rynek, to na pewno zobaczymy kilku turystów pstrykających akurat fotki kamienic, zegarów, albo widoku z wieży widokowej. Pewnie tych zdjęc są tysiące i przez to nikt nie skupia się na nich i ich nigdzie nie prezentuje.

Ja zrobiłam kilka zdjęc w Poznaniu i w Warszawie. Czułam się trochę jak turysta. Wtedy zorientowałam się, że nigdy przedtem nie robiłam zdjęc Poznania, bo przecież byłam tam codziennie.

Te nasze polskie stare rynki są bardzo ładne i jedyne w swoim rodzaju. Czy stare rynki są tylko w Polsce? Chodzi mi o takie z ratuszem, placem otoczonym kamienicami. Nawet w tych małych miejscowościach stare rynki mogą byc bardzo interesujące, a budynki mają bardzo często ciekawe historie.

W ogóle ostatnio przechodzę fascynację polskimi miejscowościami. Żałuję, że kiedy tam mieszkałam nie robiłam więcej wycieczek rowerowych po okolicznych wsiach i małych miasteczkach. Czasami ukrywają one niezłe pałacyki, legendy, jakieś historie z czasów wojennych.


czwartek, 6 lutego 2014

Zenit

Zenit. Szkoda, że jest taki ciężki.

Pimpek

środa, 5 lutego 2014

Busy

Ciągłe wyjazdy spowodowały, że moje wakacje w Polsce okazały się niewakacjami. Z jednej strony lubię to, przemieszczanie się, bycie zajętym, ale chciałabym spędzić chociaż jeden, cały dzień w domu z rodziną, nie robiąc nic.

Kilka rzeczy w Polsce bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, np. wifi w PKS, darmowa kawa i wafelek w pociągu, nowe tablice informacyjne w autobusach miejskich w Poznaniu.

Nawet wszechobecne reklamy, absurdalne pałacyki, sklepy z kartidżami, apteki co 100 metrów i miejsca z kompletnie rozpierdźieloną przestrzenią, wydały mi się takie swojskie, na miejscu. Ma to swój urok i dzięki temu, ten kraj wyróżnia się spośród tych innych, uporządkowanych.

Pociąg relacji Poznań-Wrszawa i z powrotem. A reszta zdjęć zrobiona gdzieś przy okazji.

Niedługo wielkie zmiany, kolejna przeprowadzka. Jestem już tym zmęczona. Znowu będę musiała nauczyć się żyć, gdzieś indziej.


sobota, 1 lutego 2014

Emotionless

Lubię system wypożyczania książek w bibliotece, który powoli odchodzi w zapomnienie. Czyli karta, pieczątka i podpis. Niestety coraz więcej bibliotek używa juz systemu komputerowego, a karty, na których odcisnął się ślad ludzi, zostały prawdopodobnie zniszczone. Czy nie było to, takie bardziej poważne, dajace nam to poczucie, że jesteśmy za coś odpowiedzialni. Można to porównać do płatności gotówką, a płatności kartą. Lubiłam ten moment kiedy bibliotekarz wyciągał kartę z książki, podbijał ją, pod wcześniej ciasno przybite piczątki i musiałam złożyć swój podpis.

Teraz wszystko jest skomputeryzowane, szybkie, anonimowe, bezuczuciowe.

Kilka zdjęć z Zenita.


Copyright © 2015 Before Sunset
| Distributed By Gooyaabi Templates