F

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Before Snow

Zanim zaczęło padac, Grunwald wyglądał tak:
ale ten poznański


środa, 28 listopada 2012

If you

Nic się nie dzieje, dni za szybko się kończą, pogoda nie sprzyja rowerowym wyjazdom.
Wrzucam parę zdjęć z komputera... muszę poszukać kwiaty, żeby móc włożyć je już niedługo we włosy....;)


czwartek, 8 listopada 2012

The Great Escape

Film Wielka Ucieczka, został nakręcony na podstawie wydarzeń z obozu jeńców wojennych w Żaganiu. W skrócie mówiąc, film opowiada historię największej ucieczki więźniów w czasie II wojny światowej. Uciekło 80 osób, ale tylko 3 udało się uciec na dobre, pozostali zostali złapani i zastrzeleni przez Niemców. Więźniami byli piloci wojenni m.in z Wielkiej Brytanii, Francji, Australii, Norwegi, Ameryki, Rosji oraz Polski. Wykopali 3 tunele w obozie, ale tylko jednym z nich udało im się uciec. Tunel był długi na 110 m, biegł na głębokości 10 m. Był bardzo ciasny bo na 0,5 m szeroki oraz wysoki. Posiadał oświetlenie, wentylację oraz był odpowiednio zabezpieczony deskami. Poza tym posiadał drewniane szyny, po których jeździły wagoniki, wywożące piach.

Wszystko to wybudowali więźniowie obozu i uciekli nim w nocy z 24 na 25 marca 1944.

Dzisiaj nieopodal tego miejsca, znajduje się muzeum z repliką domu, w którym mieszkali więźniowie. Sam obszar dawnego obozu jest około 1 km od muzeum w lesie. Postawiony jest kamień pamiątkowy oraz za pomocą płyt odtworzono przebieg tunelu. Teren obozu jest porośnięty obecnie drzewami, a między nimi można zauważyć podstawy dawnych budynków. Rozlokowano również tablice informacyjne na tym terenie.

The Great Escape trailer

Makieta obozu

poniedziałek, 29 października 2012

Essen 2012

Essen Spiel, jest jednym z największych na świecie konwentem gier planszowych i komiksów.

Dostanie się tam nie było takie łatwe, zajęło to nam 12 godzin, wybraliśmy autobus firmy Sindbad. Wyjazd był z Poznania wieczorem, a na miejscu byliśmy na drugi dzień rano, w samą porę na otwarcie kas. Impreza miała miejsce około 3 przystanki od dworca głównego- bilet na metro kosztował 2,60 euro, heh czyli dojazd 2 przystanki kosztował nas 20 zł, no cóż.

Na miejscu mnóstwo osób, wystawców, głównie z Niemiec, ale też z Polski, Rosji, USA. Szkoda, że większość gier do kupienia było w języku niemieckim.
Przy każdym stoisku można było pograć, wypróbować promowaną grę. Stoły zazwyczaj były zajęte i trzeba było mieć dużo szczęścia, aby akurat trafić na wolny stół, albo rozpoczynającą się grę.

Spędziliśmy tam 8 godzin, chodząc między halami, można było się zgubić. Kupiliśmy gry za 10 i 15 euro:)

Potem zostało nam już tylko czekanie na autobus powrotny do Poznania o 20.20.

Gry w jakie graliśmy to:

1. Star Wars - nie zafascynowała nas, ale może za krótko graliśmy.


środa, 10 października 2012

Baltic

Wycieczka weekendowa do Świnoujścia i do niemieckiej miejscowości Alhbeck. Zazwyczaj jedziemy wszędzie na jeden dzień: Warszawa, Zakopane!, Wrocław, Gdańsk. Kraków zaczęliśmy zwiedzać o 6 rano i o 12 było już po sprawie. Co zauważyliśmy, to że bardzo ciężko jest dostać śniadanie w Polsce, nawet o 8, czy 9. Większość restauracji, knajp jest otwarta od 10 lub 12.
Do Świnoujścia i do Alhbeck wybraliśmy się, ponieważ byłam ciekawa tej niemieckiej miejscowości po ty jak zobaczyłam ją na pewnym blogu. Białe domki, wzgórza... prawie jak San Francisco:)
Alhbeck okazał się bardzo miłym, spokojnym miejscem, troszkę uderza różnica między polską , a niemiecką stroną. Po niemieckiej dominuje w budownictwie kolor biały, domki mają urocze ogródki, a uliczki tworzą pagórkowate serpentyny. Po wjeździe do Polski od razu rzucają się w oczy BLOKI i jakiś taki nieład.
Nie mieliśmy żadnego noclegu w Świnoujściu, robiło się ciemno i zimno, mieliśmy rowery ze sobą. Uratował nas miły Pan w recepcji przy barze Kopytko, gdzie zjedliśmy schabowe. Zadzwonił do żony i w ten sposób noc spędziliśmy w mieszkaniu starszej Pani, która podała nam czekoladowy placek, zrobiła kawę i herbatę w szklankach w metalowych koszyczkach. Rano zrobiła nam kawę i herbatę i jak tylko usłyszała, że wstajemy, zaczęła smażyć naleśniki:)


środa, 11 lipca 2012

Movies from Indonesia


wtorek, 3 lipca 2012

The Board Games

Dzisiejsze gry planszowe, bardzo się różnią od czasów popularności chińczyka i eurobiznesu. Te obecne zamieniają się w prawdziwe pola walki, przenoszą nas do starożytnego Rzymu, Grecji, epoki kamienia łupanego, czy do czasów komunizmu. Jesteśmy w nich archeologami eksplorującymi dżunglę, możemy być detektywami albo szpiegami lub farmerami.
Dla każdej osoby zaczynającej przygodę z grami planszowymi, zasady mogą wydawać się skomplikowane, ale po kilku grach wszystko się klaruje, ponieważ schemat jest zazwyczaj podobny.

Możemy grac na stronach internetowych, albo poszukać w mieście miejsca gdzie spotykają się board games geeks. W Poznaniu jest to każdy poniedziałek w klubie ALIBI od godziny 18.00. Zapraszam. Ze stron internetowych: http://pl.boardgamearena.com/ gdzie możemy grac z ludźmi z całego świata.

Do moich ulubionych gier należą (zazwyczaj te, w które wygrywam):

Osadnicy z Catanu: gra polega na budowaniu osady, za pomocą domów i dróg, wykorzystując odpowiednie karty. Można się targować, wymieniać kartami z innymi graczami. Gra bardzo fajna, ponieważ cały czas się rozmawia i handluje.


Absurdity

Polskie absurdy mógłby wskazać chyba każdy, ale kiedy dodatkowo komentuje je Amerykanin staja się naszą oryginalną cechą narodową.

Po pierwsze kebaby - wcześniej nie zauważałam ich, aż tylu, ale od kiedy przybył przybysz zza oceanu okazało się, że na jednej krótkiej ulicy może ich być 5! To więcej niż aptek na rynku w małej miejscowości. Kebab wypiera wszystko. Wyparł poznańskie Rogale Marcińskie na Euro, wyparł bigos i sznytę chleba, ba! wyparł nawet schabowego. Tak, w ogóle to teraz, żeby zjeść coś typowo polskiego i za rozsądną cenę jest prawie niemożliwe. A ten nasz polski schabowy, pod oryginalną nazwą, to jest już tylko dostępny w barze mlecznym. Wracając do kebabów... okazało się, że kibice z zagranicy (lubię to słowo.. wydaje się być takie PRL-owe), wybierali budy z kebabem i porządny kawał mięsa w restauracji, niż nasze polskie tradycyjne jadło.

sobota, 16 czerwca 2012

JP100%

Zjadłam tony chleba i kilogramy sera, wypiłam litry herbaty, wykąpałam się kilkadziesiąt razy w wannie i tyle samo pod prysznicem. Ale co z tego jak nigdzie nie mogę kupić nasi campur. Wyszłam na ulice i nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Bez względu, gdzie jestem i z kim zawsze będzie się do czegoś tęsknic.


Na zdjęciu Toruń. Lubię ściany kamienic, mimo, że wyglądają tak samo w każdym polskim mieście.

Copyright © 2015 Before Sunset
| Distributed By Gooyaabi Templates