F

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Fight!

W ostatni dzień w Pura Lingsar wszyscy oczekiwali na dość mocno reklamowaną walkę na ryż. Przyszło nawet kilku białasów i Muzułmanów Waktu Telu. W gwoli wyjaśnienia, Waktu Telu to pewnego rodzaju mieszanka islamu z hinduizmem i animizmem (pierwotnej religii na wyspie). Wektu Telu w języku Sasak (pierwotnej ludności Lomboku) oznacza "wynik trójcy", czyli odnosi się właśnie do tych trzech religii. Co do Sasak, to na Lomboku powszechnie mieszkańcy używają właśnie tego języka, z tymże w każdej części wyspy, jest on zupełnie inny i tak ludzie z wschodu wyspy, nie dogadają się z tymi z zachodu. Dlatego każdy Indonezyjczyk zna swój lokalny język oraz indonezyjski, który naprawdę różni się od tych lokalnych.
W sobotę w purze (świątynia) spotkaliśmy się z naszymi dwoma nauczycielkami - jedna z nich jest Balijką (Hindu), druga Muzułmanką i tą restrykcyjną. Po złożeniu darów przy ołtarzu i modlitwie wszyscy okrążyli wielki plac, na którym miała odbyć się bitwa. Jest ona formą okazania szczęścia i podziękowania dla Bogów. Przeważali Hindu, dla których świątynia jest drugim domem, Wektu Telu zgromadzili się w małej grupce. Nasza muzułmańska nauczycielka, była lekko zdenerwowana, kiedy za nasza namową weszła do miejsca modlitwy hindusów. Nosi ona dżilbab, dlatego wyróżniała się niemniej niż my - białasy. Jej zdenerwowanie objawiało się w wysyałniu przez cały czas sms-ów. Oczywiście sarong z przepaską - obowiązkowo.


Byc białym w takiej społeczności, czasami ma swoje przywileje, jak na przykład to, że zaproszono nas do miejsca przeznaczonego dla rządu, gdzie pod białym namiotem, usiadłyśmy i dostałyśmy pudełeczka z wodą i ciasteczkami. Więc siedziałyśmy za rządem, co z jednej strony było pożądane, żeby nie dostać jajem albo ryżem, ale oglądanie walki na telebimie, nie byłoby tak zachwycające już. Po zjedzeniu ciasteczek, poszłyśmy na miejsce z lepszym widokiem. Ryż, zawinięty w liście bananowca, najpierw zaniesiono do ołtarza, a następnie przyniesiono i rzucano do ludzi zebranych na placu. Każdy próbował złapać i napchać sobie kieszenie paczuszkami. Bitwa była trochę mniej spektakularna niż się spodziewałam. Myślałam, że zobaczę zakrwawione nosy, rozbite jajka na głowach i prawdziwe pole bitwy. Ale oczywiście walka zrobiła wrażenie.
W planie dnia były jeszcze modlitwy i występy teatralne. I to było to! Znalazłyśmy niesamowite miejsce, bo na scenie, gdzie siedziały głownie dzieci, a widok był najlepszy i to tuż pod nogami aktorów i tancerzy. Było kolorowo, magicznie, śmiesznie. Kilka godzin spędzonych oglądając tradycyjne tańce i przedstawienia teatralne, na pewno żadne przedstawienie na Broadway'u nie przebije. W pewnym momencie zaproszono nas do tańca. Myślałam, że sarong spadnie mi z tyłka kiedy zamaskowany potwór ganiał ze mną po całej scenie. Przywilej bycia białym, ale na tym miłe przywileje się kończą, bo w drodze powrotnej około północy, w Mataram, zatrzymała mnie policja. Wjechałam w drogę jednokierunkową, wiedziałam o tym, ale wszyscy tak jechali, wiec jechałam za innymi i w dodatku jest to tylko 300 metrowy odcinek drogi jednokierunkowej. No ale moje blond włosy, widocznie za bardzo powiewały na wietrze i pan policjant zatrzymał mnie i Dana, którego podwoziłam. Podjechaliśmy na komisariat, Pan próbował coś powiedzieć, że "wrong way", że prawo jazdy międzynarodowe, że źle, że dupa i trzeba będzie zapłacić. Co do prawa jazdy międzynarodowego, to zawsze o nie pytają, jak chcą kasę. Tak naprawdę nie maja pojęcia, co tam jest w tej książeczce i chyba są zdziwieni, że tak to wygląda. O wiele lepiej orientują się w polskim prawie jazdy, gdzie z tyłu popatrzą na obrazki i myślą, że nawet ciężarówką z naczepa mogę jeździć. Więc dałam policjantowi oba prawka i kartę pojazdu. On mi pokazuje , że pół miliona rupii muszę zapłacić. Więc się rozpłakałam, tak żeby serce mu pękło. Dan coś tam negocjował, że my z uniwerku, że studenci, że ja nie widziałam znaku. Pan na to, 100 000 mam zapłacić, więc już było lepiej, ale nie dobrze. W końcu przystał na 50 000 i oddał mi dokumenty. Okazało się, że Dan dzień wcześniej wracał z Anią i na tym samym skrzyżowaniu, też ich złapano i wylądowali, na tym samym komisariacie, ale inny policjant, dał im tylko pouczenie. Pierwszą łapówkę mam więc za sobą i to 15 zł.














Byliśmy jedynymi blondynami

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Copyright © 2015 Before Sunset
| Distributed By Gooyaabi Templates