wtorek, 8 listopada 2011

I Was Sitting, Waiting, Wishing That I Believed In Superstitions

W czwartek pojechałam na wschód Lomboku, nie miałam żadnego konkretnego planu, więc wybrałam po prostu trasę, gdzie droga na mapie była oznaczona jako drugorzędna. Dojechałam aż do miejscowości Tanjung Luar, która jest znana z rybnego marketu. Niestety, ja dojechałam tam w południe, a market jest od samego rana. Zauważyłam tylko, siedzące z boku trzy kobiety, które na mój widok poderwały się i próbowały sprzedać ryby. Ja dojechałam do krawędzi protu, rozejrzałam się po zatoce i zdecydowałam, że skoro już tutaj jestem pojadę na najbardziej wysunięty na południowy-wschód fragment wyspy. Droga była bardzo dobra, a moim celem było Ekas, opisane w przewodniku, jako miejsce z pięknymi widokami z klifów. Po kilkugodzinnej jeździe, marzyłam żeby położyć się na plaży i wykąpać. Na miejscu jak zwykle, pusta plaża, spokój. Na jedno wzgórze wjeżdżał ktoś rowerem. Jak się później okazało był to Francuz, który zwiedza Indonezję, właśnie na rowerze.

W piątek moim celem był południowy-zachód. Po drodze obejrzałam kilka miejsc z handy-craft i już zaplanowałam co kupię w grudniu jak dostanę stypendium za 2 miesiące:). Nie udało mi się dojechać, tam gdzie chciałam, bo droga była tak strasznie kamienista, pełna dziur i w dodatku pod górę, że zrezygnowałam.
Sobota natomiast, zapowiadała się bardzo miło, ponieważ miałam zaplanowane beachowanie w Kucie, a Kuta to dla mnie najładniejsze plaże na Lomboku. Wcześnie rano o 7 wyjechałam z Mataram , po około 1,5 godzinie byłam na miejscu. Kupiłam rybę na patyku na mini targu i pojechałam na plażę. Ryba była bardzo smaczna, do momentu gdy zobaczyłam przy końcówce białe robaczki bleee wyrzuciłam resztę i pojechałam kupić 1,5 litra coli, żeby się odkazić wewnątrz, potem jeszcze w domu odprawiłam rytuał z czosnkiem...ehhh. W Kucie jednak zostałam jeszcze wystarczająco długo, żeby opalić się na buraka i wróciłam do Mataram, w którym jak zwykle od około 2 tygodni pada codziennie popołudniami.
Niedziela opierała się na szukaniu kozy. Muzułmańskie święto Idul Adha jest drugim co do ważności świętem. Polega na składaniu ofiar z kozy, krów i nawiązuje do ofiary złożonej Bogu przez Abrahama. Już od tygodnia na poboczach ulic, nawet na uniwersytecie stały prowizoryczne szopki z kozami. W niedziele, razem a Anią pojechałyśmy na poranne spotkanie na naszym uniwersytecie (takie spotkania odbywały się wszędzie w ważnych punktach, meczetach). Kobiety i mężczyźni byli ubrani w odświętne stroje. Usiadłyśmy całkiem z tyłu, za kobietami, ale i tak zwrócono na nas uwagę. Po przemowie wszyscy wstali, niektóre z dziewczyn mogły już odkryć swoje włosy. My miałyśmy zamiar zobaczyć rytuał zabijania kozy. Ale jak tylko wstałyśmy podbiegło kilkadziesiąt dziewczyn i miałyśmy sesję zdjęciowa, pewnie gdzieś teraz krąży na fb. Nie udało mi się jednak znaleźć miejsca, gdzie mogłabym zobaczyć zabicie kozy.. może i lepiej.


W domu zrobię taki sam




Francuz robi zdjęcia





Droga może nie wygląda na taką złą na zdjęciu, ale nie dałam rady podjechać motorem



Tutaj kupiłam rybę...









Południe jest bardzo suche

Zdjęcie zrobione z ukrycia

Już po




Moja grupa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...