F

środa, 23 listopada 2011

Once upon the time...

Wesele po indonezyjsku. Zaproszenie zdobyte dzięki znajomościom. Obyło się bez pana z wąsami i akordeonem, nawet nie było rzutu welonem i devolajów. Przywitano nas ryżem i makaronem. To co tam się działo, pewnie nie prędko będę miała okazję zobaczyć ponownie. Był wspomniany ryż i makaron, było obrzezanie, tańce wygibańce i zabijana krowa i ryż z krową, były bębny, dzieci biegające na bosaka i był tort(?!). Też chcę mieć takie wesele.

Przyniesiono nam ryż i makaron, który mieszkańcy jedzą codziennie, ja prawie też

piątek, 18 listopada 2011

Tidak Pedas

Zeszły tydzień był tygodniem leniwym, jeśli można tu jakikolwiek tydzień nazwać tygodniem pracującym (pracy?). Opalałam się z ananasami na plaży. Zawsze wytrzymuje max 1 godzinę, wchodzę co chwilę do wody, układam się do opalania, wiercę się i znowu do wody i tak w kółko, przez godzinę.
Pojechałam na Gili Air, tym razem (ostatnio byłam na Trawangan), żeby sobie posnorkelingowac. Wypożyczyłam zestaw nurkowy i wystarczyło wejść 20 metrów od plaży i położyć się na wodzie, żeby oglądać przepiękne rybki śmigające pode mną. Uczucie niesamowite.
Za to w poniedziałek miała test z języka, ale za to we wtorek pojechaliśmy z klasą i nauczycielkami do wioski, gdzie wyrabia się ceramikę. Przeszliśmy "centrum", gdzie w każdym domu, ktoś akurat robił piękny talerz, wazon, dzieci biegały wokół i pozowały profesjonalnie do zdjęć.
Dzisiaj jednak mam w głowie wspomnienia z wioski Bayan, skąd właśnie wróciłam z wesela. Zamiast wąsiastego pana z akordeonem były bębny i cymbałki i talerze...ale to już w następnym poście.

Bihun Goreng i mój ulubiony Jus Jeruk

wtorek, 8 listopada 2011

I Was Sitting, Waiting, Wishing That I Believed In Superstitions

W czwartek pojechałam na wschód Lomboku, nie miałam żadnego konkretnego planu, więc wybrałam po prostu trasę, gdzie droga na mapie była oznaczona jako drugorzędna. Dojechałam aż do miejscowości Tanjung Luar, która jest znana z rybnego marketu. Niestety, ja dojechałam tam w południe, a market jest od samego rana. Zauważyłam tylko, siedzące z boku trzy kobiety, które na mój widok poderwały się i próbowały sprzedać ryby. Ja dojechałam do krawędzi protu, rozejrzałam się po zatoce i zdecydowałam, że skoro już tutaj jestem pojadę na najbardziej wysunięty na południowy-wschód fragment wyspy. Droga była bardzo dobra, a moim celem było Ekas, opisane w przewodniku, jako miejsce z pięknymi widokami z klifów. Po kilkugodzinnej jeździe, marzyłam żeby położyć się na plaży i wykąpać. Na miejscu jak zwykle, pusta plaża, spokój. Na jedno wzgórze wjeżdżał ktoś rowerem. Jak się później okazało był to Francuz, który zwiedza Indonezję, właśnie na rowerze.

Copyright © 2015 Before Sunset
| Distributed By Gooyaabi Templates