czwartek, 6 października 2011

Nama saya Beata... Beta

W poniedziałek rozpoczęły się zajęcia na uniwersytecie. Język indonezyjski należy podobno do łatwych, ponieważ gramatyka nie jest za bardzo skomplikowana. Z tego co słyszałam, nie ma tutaj czasów, ani odmian czasowników. Ciężko mi jednak zapamiętać słowa, ponieważ z niczym mi się nie kojarzą i brzmią dla mnie tak samo np. berenang to pływać, berselacar to surfować, berkebun - ogrodnictwo... Najbardziej przydatne z tego wszystkiego, jak narazie są liczby. Mamy 3 nauczycieli, zajęcia są od 7.30 do 13.00 z dwoma przerwami i są tylko od poniedziałku do środy. Powinnam się więc czegoś nauczyć. Spotkany na plaży chłopak, który studiuje na Bali, powiedział, że u nich zajęcia trwają 2 godziny, nie dostali żadnych książek i ogólnie to jest wielki rozpieprz. U nas pomimo początkowego braku organizacji wszystko idzie dobrze.

Z życia tutaj, to znalazłyśmy dom w Senggigi. 2 sypialnie, 2 łazienki kuchnia, salon i TV, a wszystko za 1500000 rupii, czyli ok 450zł na miesiąc do podziału.
Cały tydzień, to było głównie plażowanie. Na północ od Sengiggi są piękne plaże z złotym piaskiem i kamieniami wynurzonymi z wody, która swoja drogą ma temperaturę zbliżoną do temperatury powietrza, czyli jest bardzo ciepła.
Wczoraj (czwartek) zaliczyłam kolejną imprezę w Senggigi, myślałam, że zostaniemy do około 2, ponieważ dostałam w raju zapalenia zatok, no ale tak wyszło, że w końcu w domu byłyśmy około 4 rano i w dodatku zaczęło padać po drodze. Taka ciekawostka, nie ma tutaj znaczenia, że ktoś jest pijany, zawsze można liczyć na pomoc parkingowych spod clubu, którzy wyprowadzą skuter, posadzą na nim, odpalą i nawet popchają w razie potrzeby. Wczoraj zostały zawarte nowe znajomości w kręgu surferskim, więc znowu trzeba będzie wysyłać zbiorcze wiadomości, kto chciałaby nas pouczyć surfować za free:) I poznałam tez pierwszych Australijczyków, których baaaardzo ciężko jest zrozumieć, więc najlepiej powiedzieć "ok, mate".

Nauczycielka

Podczas 30-minutwej przerwy poszliśmy na obiad do jednej z knajp, przy kampusie

Zjadłam oczywiście nasi z warzywami. Nasi to ryż i jest wszędzie, zwykle bardzo ostry. Wszystko jest bardzo pikantne

W oddali widać moją grupę

A to już jedzenie z innego dnia, zupa było ok, nawet bardzo dobra, natomiast nasi jak zwykle baardzo ostre

Mój podręcznik:)

Widok na Morze Bali


Ta droga ciągnie się od Mataram, wzdłuż wybrzeża, aż na północ


Krowy i kozy są tutaj wszędzie, pasa się na poboczach dróg, nie wiem za bardzo czym, ponieważ jest obecnie tutaj bardzo sucho, ale coś jedzą, bo ciężko ominąć na motorze ich kupy


Moja ulubiona plaża, w pobliżu Senggigi. Jest na niej mnóstwo skał, muszli, kamieni.

Napój o smaku liczi, skusiła mnie puszka z nosorożcem



A to są moje spalone słońcem stopy, które wczoraj zostały wymasowane przez 1 godzinę w salonie SPA;) Drugą godzinę były masowane plecy i nogi, a wszystko za jedyne 120000 rupii, czyli około 36zł




Łał




Chiński cmentarz przy Mataram, nie zrobił dużego wrażenia

:)

W tym dniu dwa razy mijałyśmy świętujących na ulicy Indonezyjczyków. Nie był to pogrzeb, ani ślub (na który zjeżdża się zazwyczaj połowa wyspy). Głośniki były ustawione na przyczepie dużego samochodu, a cały korowód śpiewał i tańczył.




Któregoś dnia pojechałyśmy małpiego parku. Była to po prostu ulica z miejscem widokowym, gdzie mieszkały małpy


2 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...