F

wtorek, 11 października 2011

Tribble

To już 2 tygodnie, od kiedy jestem na Lomboku, a czasami mam wrażenie jakby to był cały miesiąc. W sobotę, widziałam najpiękniejszy widok w sowim życiu. Pojechałyśmy zobaczyć wodospad, który był oddalony około 1,5 godziny drogi od Mataram. Po wjechaniu do wioski dołączył do nas miejscowy chłopiec, który zaoferował zaprowadzenie nas do wodospadu za 30 000 rupii (około 9 zł), po negocjacjach, cena zeszła do 5000 rupii (1,5zł). Jego siostra zaprowadziła nas do wodospadu, ścieżką, z której w pewnym momencie, rozpościerał się niesamowity widok na pola ryżowe (i inne), pracujących ludzi i wzniesienia. Sam wodospad nie był zachwycający, ale widok z tego miejsca zapierał dech w piersiach.

W niedzielę wybrałyśmy się do miejscowości Bangko-Bangko, aby zobaczyć desert point, gdzie podobno są największe fale i jest to jedno z najlepszych miejsc do surfowania. Widoki po drodze, gdy zjechaliśmy z głównej drogi, były przepiękne. Plaże ze złotym piaskiem, statki, port, przezroczysta woda. Wszystko było fajnie dopóki nie skończyła się asfaltowa droga. Naszym skuterem musiałyśmy przejechać przez strasznie kamienistą, wyboistą drogę. Utrzymanie równowagi było niesamowicie trudne, ale w końcu dotarłyśmy tam. Miejsce wyglądało na opuszczone, były małe bungalowy, sklepik z "dużym" wyborem, wypatrzyłyśmy dwóch surferów. Weszłyśmy do wody po kamieniach, popstrykałyśmy fotki, wypatrzyłyśmy dziwne zwierzątka i ruszyłyśmy z powrotem. Ciężka była drga powrotna, musiałyśmy prowadzić motor, bo nie dało się podjechać, nie mam pojęcia jak opony wytrzymały na tym (2 razy złapałyśmy gumę na płaskim, pięknym asfalcie, no drogi to są tutaj ogólnie lepsze niż w Polsce). I tak idąc, pchając, napinając w japonkach, przewróciłam się na te kamienie i jakiś mały, cholerny musiał utkwić w moim kolanie. Polała się krew po nodze, kamienia za nic wyciągnąć nie mogłam. Podwiózł mnie do najbliższej wioski miejscowy chłopak, gdzie ranę przemyłam zakleiłam plastrem... a kamyczek wbijał się jeszcze bardziej. Był o już ciemno jak dojechałyśmy do Mataram, w nagrodę (?) za cierpienia zjadłam BigMaca z frytuniami i colą. W domu chciałam wyciągnąć kamień pęsetą, ale go nie znalazłam...więc włożyłam w ranę igłę (odkażoną) i zaczęłam penetrację, wyczuwałam go lekko, ale za nic nie mogłam zlokalizować. No i wylądowałam w klinice. Marta, u której mieszkam zabrała mnie tam na szczęście. Ranę odkażono mi, znieczulono sprayem i zaczęto poszukiwania kamienia, który wydawał się zniknąć. W kolanie miałam już sporą dziurę, tzn głęboką, kamienia nie było widać. Dostałam zastrzyk znieczulający i szczypcami w końcu, w końcu z pomocą latarki znaleziono kamień!!! Był bardzo malutki i wbił się naprawdę głęboko. Teraz mam szwy, przepisane antybiotyki. W życiu nigdy nie spodziewałabym się, że będę miała szytą nogę w Indonezji! Wszystko w klinice było przeprowadzone bardzo profesjonalnie, więc bez obaw mogliby mi tam tę nogę nawet odciąć. Za cały zabieg zapłaciłam ok. 60zł, a za leki ok. 51zł, pieniądze rozchodzą mi się tutaj z zawrotną prędkością , mimo tego, że dzienny koszt utrzymania to ok. 50 000 rupii (ok. 15zł) lub mniej.
W każdą niedzielę, na ulicach, nawet w kilku miejscach są wesela, już kilka razy natknęłyśmy się na to na drogach poza Mataram. Tworzy się wielki kocioł, korek z samochodami i motorami, wszyscy tańczą, z ciężarówek wychylają się dzieci, gra muzyka, ogólnie bardzo wesoło, no ale utrzymać równowagę na motorze poruszając się tak wolno to dla mnie wyzwanie, dziwę się, że jeszcze nikt nie najechał mi na stopę.
W szkole kiepsko mi idzie, robię zdziwioną minę i nauczycielka zadaje to samo pytanie po angielsku, ale to przez to chyba, że nie uczę się za dużo, a jak już się uczę, to nie mogę tego zapamiętać. Z dobrych rzeczy - pani, gdzie kupuję jedzenie polubiła mnie i dzisiaj dała mi większą porcję niż zwykle i jeszcze pomyliła się na moją korzyść w rachunku:)Za każdym razem zamawiam to samo, ale wcześniej pytam się "spicy"?. Boirę kukurydziane kulki, ryż, warzywa - fasolka, kiełki, sałata, każde po 2000 rupii, czyli około 60gr za porcję. Może jutro skuszę się jednak na mięso, bo to już zaczyna mnie nudzić. Ostatnio też z napoju z kokosa przerzuciłam się na przepyszny napój z mango, który miksują na ulicy z syropem i lodem. Pycha. Mam też jeszcze klika rzeczy do spróbowania na liście, m.in tended, czy coś takiego, jest to coś... kurcze nie pamiętam, tłumaczył mi to pewien koleś na plaży, no ale zapamiętałam, że można to kupić na targu, jest to zawinięte w liście i jest to z ryżem (dziwne).

Widok w drodze do wodospadu





ahhhhhhhhhhhhhhh





ahhh widok z drogi do wodospadu






To już w dordze do Bangko-Bangko


Pytanie dla KŚP:)

Już coraz bliżej desert point

No i na miejscu... pusto










3 komentarze:

  1. właśnie..jakaś sklaszczona rozgwiazda? odpowiedz KśP namorzyny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. sprawdziłam w google, jest to niebieska rozgwiazda Linckia laevigata - "Rozgwiazda niebieska pochodzi z wód tropikalnych Indopacyfiku."

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2015 Before Sunset
| Distributed By Gooyaabi Templates