niedziela, 18 września 2011

6 days SF

Wyjazd z domu nie okazał się taki prosty, jak myślałam na początku. 9 miesięcy poza domem nie widząc rodziny, znajomych wydawało mi się czymś strasznym i dołującym. Już mi przeszło. Po przyjeździe do Berlina, na lotnisko, przesiadce w Dusseldorf, wreszcie wylądowałam w San Francisco. Minął ponad rok od kiedy tutaj byłam, a mam wrażenie jakby nie było mnie tylko tydzień. Od razu przypomniałam sobie te wszystkie drobnostki, które tak odróżniają Stany od Polski. Uprzejmość ludzi dookoła, swobodny sposób bycia i rozmiar XXL po prostu wszystkiego. Spędziłam tutaj 7 dni, które zapamiętam na zawsze. Co tutaj robiłam...Byłam na lekcji rosyjskiego na Uniwersytecie San Francisco, starałam się pomóc jako wolontariusz w nauce angielskiego w szkole, co nie okazało się zbyt dobrym pomysłem, ponieważ zazwyczaj dzieci umiały lepiej angielski ode mnie. W sobotę zrobiliśmy mała wycieczkę rowerową po SF, zahaczając o Golden Gate Park, Golden Gate Bridge, przejeżdżając na drugą stronę mostu. Po pokonaniu niezliczonej liczby wzgórz, wzniesień, pagórków i wszystkiego co ziemia mogła wybrzuszyć byłam zmęczona jak mops. Co mogę powiedzieć, to tylko to, że miasto to jest idealne pod każdym względem, pogoda, widoki, ludzie, budynki, parki. Spacer po mieście w niedzielę, znowu przypomniał mi jak chodziłam po tych ulicach rok temu i ekscytowałam się każdym budynkiem, sklepem, mijaną osobą. Jutro samolot do Jakarty z przesiadką w Taipei, a mi na prawdę strasznie nie chce się opuszczać zatoki.


1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...